Blog > Komentarze do wpisu
TYM RAZEM BĘDZIE ZŁOTO !!!

Trudno jest napisać coś logicznego, gdy człowieka przepełnia tak wielka radość. Tuż przed meczem złożyłem sobie ustną obietnicę, że w przypadku awansu naszych piłkarzy ręcznych do finału, otrzymają oni na tym blogu swoją własną kategorię. Teraz słowa dotrzymuję.

Nie tylko na boisku atmosfera była gorąca. Zapewne każdy, kto oglądał to spotkanie za pośrednictwem Polsatu, przeżywał istną huśtawkę nastrojów. Od chwil zwątpienia i pesymizmu, gdy Duńczycy odrabiali nawet trzybramkowe straty i wychodzili na prowadzenie, po momenty eksplozji radości, szału i optymizmu, gdy Polacy odskakiwali rywalom na 2-3 gole. Ten ostatni "odskok" okazał się już zabójczy dla zawodników prowadzonych przez trenera Ulrika Wilbeka.

 

Podopieczni Bogdana Wenty pokonali po drodze mnóstwo niezwiązanych ze sportem przeciwności. Wystarczy wspomnieć choćby o skandalicznym zachowaniu niemieckich organizatorów, ostentacyjnie podgłaśniających dżingle (krótkie, dynamiczne fragmenty muzyczne, puszczane po każdej zdobytej bramce), gdy Polacy tracili gola. Albo rynsztokowe zarzuty podirytowanych porażką Islandczyków, jakoby nasi zawodnicy "nie mieli jaj". 

Najgorsza wydawała się jednak rozprzestrzeniająca się z prędkością światła grypa. Ale i tę trudność Polacy przezwyciężyli. Choroba pokonała przede wszystkim naszego bohatera z meczu z Rosjanami, Sławomira Szmala. Słabo dysponowanego "Kasę" fenomenalnie wręcz zastąpił Adam Weiner. Nasza gra obronna wyglądała całkiem przyzwoicie, choć trzeba chylić czoła przed defensywą duńską. Nasi półfinałowi przeciwnicy stworzyli w drugiej połowie zasieki praktycznie nie do przejścia, a w dogrywce wyłączyli z gry Karola Bieleckiego. I gdyby nie świetne rzuty naszych rozgrywających z drugiej linii, to nie mielibyśmy w tym spotkaniu zbyt wiele do powiedzenia.

"Bramkarz Kasper Hvidt komplementował rywali z Polski: - Ich rzuty z drugiej linii były bardzo trudne do zatrzymania. Polacy mieli czterech, pięciu graczy, którzy wychodzili w górę i posyłali pociski z wysokości drugiego piętra - stwierdził."    

Wielka szkoda, że byliśmy zmuszeni grać aż dwie dogrywki. Pod koniec pierwszych doliczonych dziesięciu minut, Duńczycy wyrównali szczęśliwie "na raty", a my mieliśmy około 20 sekund na zadanie decydującego ciosu. Niestety, Grzegorz Tkaczyk oddał niecelny rzut z kozła, mimo dobrej pozycji do rzutu. Ale cóż, przynajmniej kibice wciąż byli narażeni na palpitację serca. :-) 


Druga dogrywka równa się wielki wyczyn Michała Jureckiego. Pokazał on (tak ja wcześniej Mateusz Jachlewski), że kadrowicze z polskiej ligi nie muszą odstawać od kolegów grających poza granicami naszego kraju. Jego dwie bramki zadecydowały bowiem o naszym triumfie 36:33 !!! Sam zainteresowany altruistycznie powiedział, w czym tkwi nasz sekret:

"Każdy z nas jest ojcem tego sukcesu. Nie ważne czy rzucił bramkę na początku meczu czy na końcu, czy zablokował piłkę w pierwszej minucie czy ostatniej. Tu nie ma jednego bohatera i nigdy nie będzie. Tylko razem byliśmy w stanie tyle osiągnąć.

Myślę, że nasz sukces wziął w dużej mierze z tego, że potrafimy zachować zimną krew i odpowiedzialność na boisku. Nie rzucamy na wariata, na szybko. Długo dogrywamy do pewnych piłek. Dzięki temu mamy pewność, że nawet jak rywal nam odskoczy na kilka bramek, my to odrobimy."

Nie ma co rozpisywać się o mankamentach w grze Polaków, bo w końcu "zwycięzców się nie sądzi". Nadmienię jedynie, iż martwi mnie trochę słaba postawa naszych skrzydłowych: Mateusza Jachlewskiego i Patryka Kuchczyńskiego. Wczoraj byli zupełnie niewidoczni, o czym świadczy mała liczba rzutów oddanych ze skrzydła. W meczu z Danią druga linia (Bielecki, Lijewski, Jurasik) nie zawiodła oczekiwań. Ale co będzie, gdy w niedzielę nasi liderzy będą mieli słabszy dzień?

Ta łyżka dziegciu w beczce miodu była może zbyt czubata, ale mimo to wierzę, że nasza reprezentacja przezwycięży kolejne przeciwności, wygrywając WIELKI FINAŁ z Niemcami. Podopieczni Bogdana Wenty grają wprawdzie z gospodarzami imprezy, ale:

  1. Raz już ich na tych mistrzostwach pokonali
  2. Niemcy w "szczypiorniaka" nie są tak silni jak Brazylia w siatkówkę - wcale nie jesteśmy skazani na pożarcie.
Aha, i jeszcze jedno. Szczerze wątpię w to, że po Mistrzostwach Świata nastąpi w Polsce moda na granie w piłkę ręczną, tak jak to było w przypadku sukcesu siatkarzy. Moi koledzy z klasy nie widzą nic pięknego w tej dyscyplinie i trochę im się nie dziwię. Dużo szarpanej gry, praktycznie tylko trzy główne schematy rozegrania akcji  (rzut z drugiej linii,  dogranie na skrzydło, dobranie na koło do obrotowego) i ciągłe nieporozumienia z zatrzymywaniem czasu. Jak dla mnie, po każdym faulu zegar powinien być zatrzymywany, tak jak to ma miejsce w koszykówce. A jakie jest wasze zdanie na ten temat? 

 

 

piątek, 02 lutego 2007, mily77

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Mój obrazek=P
Blogi Sportowe Najlepsze Blogi page rank