|
Blog > Komentarze do wpisu
Sportowcy znani i mniej znani - Grzegorz Szamotulski
Jeden z najbardziej kontrowersyjnych, jeśli nie najbardziej kontrowersyjny polski bramkarz. Złote myśli Artura Boruca przy jego odważnych wypowiedziach to nic nie znaczący pryszcz. Nie wierzycie? Przekonajcie się sami... - Nie wiem, gdzie bym dziś był, mając inny charakter. Może znacznie dalej, w świetnym klubie, ale całkiem prawdopodobne, że niczego bym nie osiągnął. Trzeba być sobą - mówi "Szamo". Inna sprawa, że teraz gdy słyszy, że ktoś jes utalentowany, bo ma dopiero 22 lata, to się śmieje. - Bo mnie w tym wieku już pierwszy raz z kadry wyrzucano - twierdzi. Kibice kochają go nie tylko za interwencje, ale za jego szaleństwo. Jak się na jednym meczu wkurzył na obrońcę, to wziął piłkę i wykopał ją za stadion. A ten stadion naprawdę nie jest łatwo przekopać. Jak ktoś mu podpadnie, to na amen. W Sturmie jednym z obrońców jest Franck Silvestre - Francuz, który ma kilkanaście spotkań w reprezentacji i ponad 300 we francuskiej lidze. Choć teraz gra beznadziejnie, wszyscy kłaniają mu się w pas. Ale "Szamo" nie. Po niemiecku mówi słabo, ale jak mu Silvestre zawalił bramkę po raz setny, a potem się jeszcze wymądrzał, to w szatni wypalił przy wszystkich: "Zamknij mordę czarny psie". Ma tak od małego. W Legii mógł być najmłodszy, ale tylko on prowadził takie dialogi... Władysław Stachurski, dyrektor sportowy: - Czegoś wam panowie potrzeba? Grzegorz Szamotulski (spokojny): - Tak, nie mamy butów wkrętów. Same lanki. Władysław Stachurski: - A ty Grzesiu nie możesz grać w lankach? Grzegorz Szamotulski (jeszcze spokojny): - Jest zima. Władysław Stachurski: - Ale nie możesz grać w lankach? Grzegorz Szamotulski (furiat): - A pan kurwa zimą chodzi w sandałach!? A kto załatwił pralkę, gdy w klubie jej nie było? Też "Szamo". Prezes Marek Pietruszka powiedział, że piłkarze mogą sobie rzeczy prać sami. Więc Grzesiek czekał aż będzie paskudna pogoda, założył dres bramkarski z długimi rękawami, cały umorusał się w błocie, potem jeszcze swój strój specjalnie "doprawił", wrzucił do wiadra i z takim atrybutem w ręku wtargnął do gabinetu prezesa. Tam pierwsze przerażenie - Szamotulski. Drugie, silniejsze - Szamotulski z wiadrem. Grzesiek gwałtownie postawił je na biurku, aż się woda z błotem rozprysła i wypalił: - Niech pan mi teraz powie, że mam to sam uprać! Zaraz potem koło szatni uroczyście otwarto pralnię... Był taki mecz, Amica - Górnik Zabrze (1:1). "Szamo" puścił szmatę. Jacek Wiśniewski kopnął z dystansu prosto w niego, Grzesiek chciał przyjąć piłkę na rękawice, nachylił się, ale mokra i ośnieżona piłka wymsknęła mu się i minęła linię. Kilka godzin później przyjęcie w mieszkaniu Szamotulskich, jest pół Amiki. Nikt nie porusza tematu straconego gola, wiadomo. Tylko, że w telewizji zaczyna się Liga+. Wreszcie skrót spotkania z Wronek. Nikt nie patrzy w telewizor, tylko Rossi akurat przechodząc obok rzuciła okiem. Patrzy na gola puszczonego przez męża, patrzy, znowu patrzy, kolejna powtórka, stoi jak wryta przed telewizorem i kręci głową. Grzesiek kątem oka to widzi, więc już jest wkurzony. Wystarczy iskierka i nastąpi ten jego typowy, jednosekundowy wybuch. Każdy to wie. - Grzesiu, a czym ty chciałeś to obronić? - pyta beztrosko Rossi. - Chujem!!! A po chwili ciśnienie zeszło i już sam się z tego śmiał. I śpiewał: - Ja kocham Legię! Lalalala! Bo to była jego ulubiona melodia, pół Amiki ją śpiewało. I w telefonie też mu grał przebój z Łazienkowskiej. Później tylko, gdy był konflikt z Majewskim, piłkarze z Wronek zmienili słowa na: "Jebać Stefana! Lalalala". Uwielbiał to nucić Marcin Burkhardt. Cytaty pochodzą z artykułu "O Szamotulskim słów parę..." - http://goool.pl/main.php?id=526 Mimo kłopotów finansowych klubu z Grazu, Szamotulski trenował i grał zgodnie ze swoim hasłem: "zapier...m, aż się trawa pali". Dzięki temu dostał szansę występów w Dundee United. Debiut wypadł nieźle - "Szamo" nie przestraszył się samego Thierry'ego Henry: Cóż, nie mogło zabraknąć tradycyjnego dla większości polskich sportowców "ja pierd...ę !!!"... A w Austrii nie zawsze bywało różowo.... niedziela, 29 lipca 2007, mily77
Tagi:
Grzegorz Szamotulski
TrackBack
|
|