|
Blog > Komentarze do wpisu
Syn prezesa
Nie jest łatwo być synem prezesa. A już zwłaszcza prezesa klubu piłkarskiego. Cały czas trzeba udowadniać, że ma się miejsce w składzie nie dzięki "plecom", a jedynie ze względu na swoje umiejętności. Ale czy w polskim światku piłkarskim, skażonym dziś przez różnorakie skandale i afery, jest to w ogóle możliwe?
Pewnie zastanawiacie się o kim będzie niniejsza notka. Otóż, pomysł na jej napisanie wziął się z faktu, iż jeden z moich kolegów z uczelni pochodzi z Wodzisławia Śląskiego i od lat kibicuje miejscowej Odrze. Opowiadał mi więc różne ciekawostki z życia zespołu, aż w końcu stanęło na nazwisku Socha. Przy Bogumińskiej nosi je dwóch ludzi: Bartłomiej - napastnik, a także Edward - były prezes, a obecnie dyrektor klubu. Prywatnie syn i ojciec. Kolega postawił odnośnie tego pierwszego ciekawą hipotezę. Stwierdził, że nawet gdyby Socha junior strzelił kilkanaście bramek w jednym sezonie, to i tak nie zaskarbiłby sobie specjalnych względów u kibiców. Automatycznie zapytałem, czy ma to związek z koligacjami rodzinnymi. Jak się okazało, w pewnym stopniu tak. Bartłomiej Socha to wychowanek Górnika Zabrze, ale do Wodzisławia trafił dość szybko, bo już w wieku 19 lat. Co ciekawe, wcześniej zdążył zwiedzić kawałek Polski: Wrocław, Mielec, Konin i Kietrz. Gdy przychodził do Odry, jego ojciec był tam menedżerem, więc oskarżenia o nepotyzm nasuwały się same przez się. W końcu Socha nigdzie nie zagrzał dłużej miejsca w klubach bądź co bądź przeciętnych, a teraz trafił do solidnej pierwszoligowej ekipy. Znajomy ze studiów opowiadał, jak to wszyscy kibice z młodego Sochy się śmiali, a i mieli ku temu powody. W swoim pierwszym sezonie w Wodzisławiu zagrał w 17 spotkaniach i strzelił 1 (słownie: jedną) bramkę. Ponoć w jednym z meczów nie strzelił do pustej bramki z dwóch metrów, bo zbyt długo zwlekał z uderzeniem i uprzedził go obrońca rywali (patrz: sytuacja Marcina Klatta z meczu ŁKS-Wisła). Od tego momentu szacunek kibiców dla Sochy spadł na bardzo niski poziom. A spadł jeszcze bardziej, gdy po rocznym wypożyczeniu do Ruchu Radzionków wrócił do Odry i znów prochu nie wymyślił (1 bramka w 18 spotkaniach). Ale minęło parę lat. Socha jr okrzepł jako piłkarz, zagrał niezły sezon w Koszarawie Żywiec (która była wtedy rewelacją Pucharu Polski), potem pograł w Heko Czermno, Podbeskidziu Bielsko-Biała i zawędrował aż... na Łotwę. Po niezbyt udanej rundzie w Ditton Daugavpils, o swoim wychowanku przypomniał sobie Górnik Zabrze. W marcu ubiegłego roku trafił z powrotem na Górny Śląsk, znakomicie sprawdzając się w roli "jokera". Zawsze zaczynał mecz jako rezerwowy i wchodził na boisko w drugiej połowie, gdy przeciwnicy byli już zmęczeni. Dwa gole w dziewięciu meczach to może niezbyt imponujący wynik, ale z pewnością Socha pokazał, że jak mało kto potrafi strzelać bramki w ważnych momentach (choćby gol w meczu z Wisłą Płock, który dał zabrzanom utrzymanie). Dobre występy w Górniku zaowocowały trzecią szansą pokazania się w Odrze. I Bartłomiej Socha na razie tę szansę wykorzystuje. Pięknym golem nożycami uratował w końcówce meczu remis z ŁKS-em, a ostatnio zdobył zwycięską bramkę w ważnym pojedynku z GKS-em Bełchatów. Ale na sympatię kibiców raczej nie ma co liczyć. Ciężko będzie zmyć plamę, jaką są słabe występy sprzed lat. I nic tu nie pomoże tłumaczenie się kontuzjami, jakie od lat trapią "syna prezesa". Nawet jedna ze stron na temat Odry jest bezlitosna: "Być synem (byłego) prezesa to nie jest łatwa sprawa. Dobrze wie o tym Bartłomiej Socha, który pomimo że prezentował się bardzo solidnie jak grał, to i tak nie zaskarbił sobie sympatii kibiców. W dramatycznych okolicznościach strzelił piękną bramkę przeciwko ŁKSowi Łódź która nominowana jest do bramki rundy jesiennej. Ostatnio często trapiony kontuzjami." Artykuł na temat Bartłomieja Sochy z ciekawostką: http://ekstraklasa.wp.pl/kat,27437,wid,8861993,wiadomosc.html?ticaid=159c5 I bramka z meczu Odra-ŁKS: piątek, 28 marca 2008, mily77
TrackBack
|
|
Świetny artykuł pozdrawiam