|
Blog > Komentarze do wpisu
O pięściarzu, który był kantowany przez Anglików
Przez cykl "Sportowcy znani i nie znani" przewinęło się do tej pory 12 osób: aż 10 piłkarzy, 1 tenisista i 1 skoczek narciarski. Czas dalej poszerzać spektrum dyscyplin: dziś słów kilka o Dariuszu Snarskim.
Gdyby patrzeć tylko na suche statystyki, karierę związanego z Podlasiem pięściarza należałoby uznać za wysoce przeciętną. Wprawdzie dzisiejszy bohater cyklu pojechał na igrzyska olimpijskie w Barcelonie, ale prochu nie wymyślił, odpadając już w swojej drugiej walce. Podczas kariery zawodowej poniósł w 65 walkach aż 31 porażek (32 zwycięstwa, 2 remisy). Jednak biorąc pod uwagę okoliczności, w jakich Snarski wielokrotnie schodził z ringu pokonany, eksperci zaczęli uważać go za jednego z najczęściej - przepraszam za kolokwializm - "robionych w wała" bokserów. Już wspomniana porażka na hiszpańskich igrzyskach uchodziła za wysoce kontrowersyjną. Sam zainteresowany na swojej stronie internetowej opisuje całą sytuację następująco: "Po pierwszym efektownym zwycięstwie przez RSC w trzeciej rundzie nad
brązowym medalistą MŚ Australijczykiem Jastinem Rauselem na mojej drodze
do medalu stanął mistrz świata Niemiec Marco Rudolph. Wyszedłem na
ringu pewny swego, ale zapomniałem o sędziach i o tym, że sekretarzem
generalnym AIBA jest Niemiec. Sędziowie w ogóle mnie nie punktowali. Po
werdykcie cała sala gwizdała, a Niemiec szczęśliwy opuszczał ring." Walki z Rudolphem nie widziałem, toteż nie mogę brać słów Snarskiego za pewnik. Podobnie, nie jestem w stanie odnieść się do przedostatniej walki wychowanka Gwardii Białystok, w której przegrał na punkty z Krzysztofem Cieślakiem. Na razie, obejrzałem jedynie dwie ostatnie rundy rozegranego na gali w Łomiankach pojedynku (w których faktycznie Snarski był aktywniejszy); obiecuję, że postaram się nadrobić zaległości, by rzetelnie ocenić prawdziwość bardzo mocnego stwierdzenia portalu Boxingnews.pl, iż werdykt z października ubiegłego roku był "największym skandalem w historii polskiego boksu". Chciałbym jednak napisać parę zdań o walkach Snarskiego w Anglii, które niejednokrotnie miałem okazję zobaczyć w tv i które tak niekorzystnie wpłynęły na jego ogólny bilans. Wciąż tkwi we mnie obraz Polaka okładającego przez sześć rund "Angoli", aczkolwiek nie na tyle, aby doprowadzić choćby do pojedynczego nokdaunu. W rezultacie, sędziowie rozstrzygali na korzyść przeciwników Snarskiego: spośród 24 walk stoczonych w Wielkiej Brytanii i Irlandii, nasz pięściarz przegrał aż 20! W wywiadzie dla BoxingNews.pl odnosi się do angielskiego okresu swojej kariery w następujący sposób: "Żeby nie tamte walki miałbym dzisiaj na pewno inny bilans. Z tych 31
walk przegranych na pewno kilkanaście było by odwrotnych. Ale to nie
jest tak, że wszystkie pojedynki tam wygrałem, miałem też przegrane
walki. Często też wygrane pojedynki przegrywałem przez kontuzje. Ale ta
Anglia dużo mi dała – nauczyła mnie twardego boksu i walki do końca." Z kolei w wywiadzie opublikowanym na Sport.pl, Snarski w kwestii powodów przegranych walk jest już bardziej wylewny: "Balowałem i rządziłem, ciągnie to się za mną. Brałem walki z marszu,
jeździłem "na telefon". Można dodać, do tego pecha i wygląda to, jak
wygląda. Potrafiłem zaprzepaścić cały obóz w Zakopanem. Przyjechałem na
święta po zgrupowaniu, i oczywiście balowałem. Marnowałem własną pracę." Po zrewanżowaniu się miesiąc temu Cieślakowi, Snarski zawiesił rękawice i obecnie zajmuje się organizacją gal bokserskich oraz szkoleniem młodzieży. Nie wyklucza jednak powrotu na ring podczas gali z udziałem Tomasza Adamka, gdzie miałby stoczyć pożegnalną walkę. ![]() PS. Zapraszam na profil mojego bloga na Facebooku: http://www.facebook.com/pages/Tylko-I-Wylacznie-O-Sporcie-milgordbloxpl/179740745373311 PS2. Zapraszam do typowania wyników piątek, 21 stycznia 2011, milgord
TrackBack
|
|