Blog > Komentarze do wpisu
Andrew Konopelsky - ochotnik rodem z USA
Andrew. Nie, nie Andrew Gołota. Andrew Konopelsky. Piłkarz, który uzmysłowił mi, dlaczego powinniśmy być bardziej powściągliwi w sprowadzaniu do reprezentacji sportowców z polskimi korzeniami.

Konopelsky, w USA bardziej znany pod pseudonimem "Pops", jest zawodnikiem w stylu "od wszystkiego i od niczego". W internecie niektóre źródła określają go jako defensywnego pomocnika, inne jako napastnika... Mniejsza z tym. Pewne jest to, iż urodził się 17 sierpnia 1987 roku w Ivyland w Pensylwanii, w piłkę uczył się grać w szkole średniej o niewiele mówiącej nazwie The Council Rock-North High School, później bronił barw równie enigmatycznej dla większości Europejczyków studenckiej drużyny Northeastern University. Jeszcze w czasie szkoły średniej (dokładnie w 2004 roku) zadebiutował w reprezentacji Polski do lat 18. Na tyle zaimponował naszym szkoleniowcom (co przy kolejnych informacjach brzmi... zdumiewająco), że w 2006 roku Michał Globisz powołał go na odbywające się wówczas w Wielkopolsce Mistrzostwa Europy do lat 19.

Niestety, na tle tak uznanych dziś zawodników jak Sebastian Prödl, Marouane Fellaini czy Martin Fenin, nasz "futbolowy Andrew" wypadł słabiutko, żeby nie powiedzieć beznadziejnie. Do tej pory z uśmiechem na ustach czytam relację z meczu grupowego Polska-Czechy, przeprowadzoną przez autorów bloga "Supergigant", w której w ślad za Cezarym Olbrychtem (komentatorem Eurosportu) wyszydzali boiskowe "wyczyny" zawodnika z numerem 9. Świetną puentą pastwienia się nad nieudolnym Amerykaninem polskiego pochodzenia było zdanie: "Konopelsky podobno sam się zgłosił do reprezentacji, że chętnie by zagrał. To widać. Szkoda, że my już jesteśmy za starzy - też byśmy się zgłosili." Na Mistrzostwa Świata do lat 20, Globisz chłopaka z Pensylwanii już nie zabrał.

Po powyższych, mizernych występach, Konopelsky pozostał w ojczyźnie przodków, próbując przekonać do swojej osoby działaczy Łódzkiego Klubu Sportowego. Zajęło mu to aż pół roku - w sierpniu 2006 przeszedł testy, a w styczniu 2007 związał się z "Rycerzami Wiosny" trzyletnim kontraktem. Jednak pomimo kiepskiej sytuacji finansowej i kadrowej nowego klubu, nie zagrał w polskiej Ekstraklasie ani minuty (!), notując w czasie rocznego pobytu przy alei Unii zaledwie jeden epizod w pierwszym zespole (w meczu PP z Wisłą Płock).

Niechcianego w Łodzi piłkarza przygarnęła jeszcze biedniejsza Odra Opole (wcześniej był na testach w... MKS-ie Kutno). Na zapleczu Ekstraklasy Andrew zagrał w 8 spotkaniach (runda wiosenna sezonu 2007/08), zwykle wchodząc z ławki rezerwowych. Aby nie zanudzać faktografią pochwalę się, że miałem nieskrywaną przyjemność obejrzeć go "na żywo", podczas meczu Śląsk Wrocław - Odra Opole. Cóż mogę napisać? Mr Konopelsky wyróżnił się tym, że... w ogóle był na boisku. Co przy jego "popisach" na Euro Under-19, kiedy to notorycznie podawał piłkę do rywali, należy uznać za komplement.

Po nieudanej przygodzie w Polsce, bohater dzisiejszego wpisu powrócił do USA. Aktualnie reprezentuje on barwy klubu Jersey Express S.C., będąc jednocześnie asystentem szkoleniowca zespołu uniwersyteckiego w rodzinnej Pensylwanii. A ja jestem ciekaw, kto puścił famę o niebywałym talencie Konopelsky'ego? Zapewne jakiś sprytny menadżer. Na YouTube po wpisaniu "Andrew Konopelsky", można znaleźć filmik obrazujący fenomenalne wyszkolenie tego zawodnika, prezentowane w jakże prestiżowej USL Premier Development League. Jest nawet numer telefonu. I adres mailowy. Może warto dać 23-latkowi jeszcze jedną szansę w naszym pięknym kraju?

 PS. Oj, przepraszam, nie powinienem być aż tak ironiczny . W PDL grali m.in. Jurgen Klinsmann, Vedad Ibisevic, a także wielu byłych i obecnych reprezentantów USA. 

Ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że Konopelsky pójdzie ich drogą.




Bonus:

1. Filmik dla chętnych do zatrudnienia naszego "futbolowego Andrew". Na razie jedynie 94 wyświetlenia (stan na 19.02.2011, godz 19.29). Zatem Andrew, zwracam się do Ciebie osobiście! Jak trafisz do lepszego klubu, to pamiętaj o skromnym udziale autora niniejszego bloga! :)



2. Gol "wirtualnego Konopelsky'ego" na Football Managerze. Gdyby tak trafiał w rzeczywistości...

sobota, 19 lutego 2011, milgord

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/02/19 20:42:35
albo piszesz blog albo reklamujesz nową strone
-
2011/02/19 22:36:02
Jakby to powiedzieli logicy, nie rozpatrywałbym tego w kategoriach alternatywy rozłącznej :). Po prostu ostatnie teksty pisałem na zamówienie portalu SportSukces i chciałem jakoś zachęcić do odwiedzenia tej stronki. Tak dla uspokojenia, jutrzejsza notka w całości do przeczytania na niniejszym blogu. :)
-
2011/02/20 16:34:29
Żaden ze mnie spec czy scout, ale na tym filmiku koleś rusza się jak typowy leszcz z podwórka. Wiecie, taki co nie umie grać dobrze, ale myśli, że jednak jest pieprzonym Zidanem znad Wisły. To mnie zawsze denerwowało w każdego rodzaju grze zespołowej z moim udziałem w latach młodości - większość próbowała grać tak jakby chcieli żeby potrafili a nie tak jak potrafili naprawdę. Ile meczów przez to się przegrało :)
Jak się szkoleniowcy polscy na to nabrali to inna sprawa.
-
2011/02/20 19:08:34
@dr_dedoverde
Zgadzam się. Niemal zawsze można znaleźć przeciwników, na których tle twoje dryblingi wyglądają niczym dryblingi Ronaldinho. Najwidoczniej Konopelsky znalazł "dobry materiał" do swoich popisów w amatorskiej lidze w USA, która jest bodajże odpowiednikiem naszej czwartej ligi. :)
-
Gość: brzozxx, adkx90.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/02/22 14:39:01
nic specjalnego
Mój obrazek=P
Blogi Sportowe Najlepsze Blogi page rank