środa, 11 kwietnia 2012
Żelazne płuca
Tomasz Kiełbowicz od dłuższego czasu
gra w Legii od wielkiego dzwonu. W ostatnim meczu z Ruchem Chorzów
potwierdził jednak opinię, że w razie kłopotów kadrowych wciąż można na
niego liczyć. Asysta przy bramce Daniela Ljuboji na 2:0 nie stanowiła jedynego przejawu dobrej postawy popularnego "Kiełbika" w sobotnim spotkaniu. W jego grze widoczny był "głód gry", co w przypadku zawodników rezerwowych w klubach naszej Ekstraklasy wcale nie jest takie oczywiste. Doświadczonemu legioniście (na dzień dzisiejszy 380 spotkań w piłkarskiej Ekstraklasie) po prostu chciało się walczyć z pełnym zaangażowaniem, w czym z pewnością pomaga fakt, iż pomimo 36 lat na karku młodsi koledzy ciągle mogą pozazdrościć mu wydolności. Kiełbowicza cenię przede wszystkim za stałe fragmenty gry. Pod tym względem Legia może żałować, że piłka nożna w kwestii zmian jest tak restrykcyjna w porównaniu do futbolu amerykańskiego, czy hokeja na lodzie. Zniknąłby natychmiast dylemat odnośnie obsadzenia lewej obrony: bohater niniejszej notki, przegrywający rywalizację z Jakubem Wawrzyniakiem i mający do końca kariery bliżej niż dalej, mógłby wówczas wchodzić tylko do wykonywania rzutów rożnych i wolnych (trochę niczym Sebastian Janikowski, nasz placekicker z NFL). Gwarancja zdobycia goli z pewnością by wzrosła, gdyż w polskiej lidze zawodników podchodzących z takim pietyzmem (przekładającym się na jakość) do wykonywania stałych fragmentów, można by policzyć na palcach jednej ręki. Rzecz jasna, nie zamierzałem pisać laudacji na rzecz Kiełbowicza, który ma swoje mankamenty, szczególnie w grze obronnej, co było również widoczne we wspomnianym spotkaniu z Ruchem. Nie najlepiej zachował się w sytuacji, dzięki której świetną sytuację w pierwszej połowie miał Gabor Straka, a w drugiej części gry dał się łatwo ograć Maciejowi Jankowskiemu (aczkolwiek rozgrzeszeniem dla "Kiełbika" jest uwaga, że napastnik "Niebieskich" wpierw wymanewrował Michała Żewłakowa). Mimo to, fajnie jest widzieć na polskich boiskach elokwentnego piłkarza, po którym widać, że od wielu lat solidnie przykłada się do swoich obowiązków, przez co praktycznie nigdy nie schodzi poniżej przyzwoitego poziomu. Ciekawi mnie tylko jedno: czy to już naprawdę ostatni sezon w karierze Kiełbowicza? Dziennikarze od dłuższego czasu wieszczą wychowankowi Unii Hrubieszów koniec piłkarskiej przygody z Legią, a ja mam przeczucie, że dostanie on niedługo kolejny, roczny kontrakt. PS1. Zapraszam na profil mojego bloga na Facebooku: http://www.facebook.com/milgord PS2. Mój twitter: http://twitter.com/#!/milgord
niedziela, 18 marca 2012
Zawodowo spuszczam z ligi. I to nie są zabawki!
Po zatrudnieniu przez Cracovię Tomasza Kafarskiego, portal weszlo.com pokusił się o słuszne spostrzeżenie, iż były trener Lechii może ustrzelić niechlubny dublet, przykładając w jednym sezonie rękę do spadku dwóch zespołów Ekstraklasy: "Spuścić dwie drużyny w jednym sezonie - to by było to! Chociaż oczywiście już takich magików w ekstraklasie mieliśmy." Przez moment zastanawiałem się, który ze szkoleniowców jako ostatni popisał się takim "wyczynem". Jak się okazało, nie musiałem sięgać pamięcią nazbyt daleko, a mianowicie do sezonu 2009/2010... Ryszard Wieczorek do anonimowych trenerów z pewnością się nie zalicza. Jego kariera w piłkarskiej Ekstraklasie do pewnego momentu zapowiadała się obiecująco: po udanej przygodzie z bliską jego sercu Odrą Wodzisław, próbował swoich sił w zespołach, które miały wówczas większe aspiracje, czyli w Koronie Kielce i Górniku Zabrze. I właśnie od objęcia 14-krotnego mistrza Polski dla pana Ryśka rozpoczęła się futbolowa równia pochyła. Sezon 2008/2009 miał był dla Górnika, mocno podbudowanego finansowo przez firmę Allianz, początkiem odbudowy dawnej potęgi. Miał, bo skończyło się spektakularną klapą w postaci spadku do II ligi, do czego swoją cegiełkę dołożył Wieczorek, fatalnie przygotowując zespół do sezonu, w rezultacie czego zabrzanie mieli po czterech kolejkach 1 punkt i bilans bramkowy 0:7. Oczywiście główna odpowiedzialność za tamtą degradację spadła na barki Henryka Kasperczaka, niemniej jednak autorytet trenerski bohatera niniejszego tekstu został poważnie nadszarpnięty. Jeszcze w tym samym sezonie Ryszard Wieczorek wszedł po raz drugi do tej samej rzeki, podejmując się misji utrzymania Odry w najwyższej klasie rozgrywkowej. Cel udało się osiągnąć, aczkolwiek w nie najlepszym stylu - Odra przegrała trzy ostatnie mecze z drużynami z dolnej części tabeli (Górnik, Piast, Arka) i tylko dzięki korzystnym wynikom pozostałych spotkań uratowała ligowy byt. W kolejnym sezonie już tak dobrze nie było - piłkarze z Bogumińskiej wystartowali niemal równie słabo jak sezon wcześniej ich koledzy po fachu z Roosvelta (6 punktów w 8 spotkaniach) i sympatyczny trener rodem z Wodzisławia po raz kolejny pożegnał się z posadą. Na jego nieszczęście, wspomniana równia pochyła zaczęła powoli zamieniać się w stromą ślizgawkę... 15 marca 2010 roku Wieczorek zluzował na stanowisku szkoleniowca Piasta Gliwice Dariusza Fornalaka, z planem wykonania wiadomego zadania. Zaczęło się obiecująco - z pierwszych trzech pojedynków ekipa z Górnego Śląska wygrała dwa, ale później było już coraz gorzej (10 punktów w 10 meczach). Mimo porażki w kluczowym meczu 29. kolejki z innym kandydatem do spadku - Arką Gdynia, podopieczni Wieczorka mieli szansę uratować się rzutem na taśmę, gdyby wygrali spotkanie na własnym stadionie z grającą o przysłowiową pietruszkę Cracovią. Niestety, na nieszczęście pana Ryśka wspomniany na wstępie dublet stał się faktem: Orest Lenczyk umiejętnie zmotywował piłkarzy "Pasów", którzy po golu Ślusarskiego wygrali 0:1. Tutaj możecie zobaczyć skrót: Co ciekawe, po bolesnej dla gliwiczan degradacji, Ryszard Wieczorek dostał propozycję... przedłużenia kontraktu. Niezbyt skłonni do dalszej współpracy byli jednak zawodnicy i ostatecznie nasz bohater wylądował na bezrobociu z łatką "zawodowego spuszczającego" (chociaż prawdę mówiąc, u kibiców opinię miał zszarganą już przed angażem w Piaście - wystarczy spojrzeć choćby na komentarze). Nie na długo, gdyż w sierpniu 2010 roku został menedżerem (nie trenerem)... IV-ligowej Przyszłości Rogów, z której rozpoczynał swój trenerski marsz ku sławie. Obecnie trener Wieczorek powoli odbija się od piłkarskiego dna - od września ubiegłego roku prowadzi II-ligowy Energetyk ROW Rybnik. Ciężko jednak przewidzieć, czy to "odbicie" będzie skuteczne, gdyż ekipę z Rybnika czeka ciężka walka o utrzymanie. Dziś jednak zaświecił promyk nadziei, że w przeciwieństwie do Górnika, Odry i Piasta, kolejna batalia o uratowanie śląskiego klubu zakończy się powodzeniem - Energetyk wygrał bowiem 3:2 w bezpośrednim starciu z innym zespołem z dołu tabeli, Bałtykiem Gdynia. Na zakończenie, dowcip znaleziony na portalu 90minut.pl... Przychodzi Ryszard Wieczorek do sklepu i mówi: - Poproszę mleko Na to ekspedientka: - W kartonie czy w butelce? - Może być w butelce - Tylko niech Pan uważa, żeby Pan nie spuścił ...a także "Ryszard Wieczorek w akcji" (od 1:31): PS1. Zapraszam na profil mojego bloga na Facebooku: http://www.facebook.com/milgord PS2. Mój twitter: http://twitter.com/#!/milgord
piątek, 02 marca 2012
Szpakowski komentuje? No a Jezus Maria...
"Prowadzę warsztaty dziennikarskie na uniwersytecie i kiedy pytam młodych
ludzi, co dla nich jest najważniejsze u komentatora sportowego, to
mówią, że emocje. Owszem, są one ważne, ale na pierwszym miejscu dla
mnie jest fachowość, treść, profesjonalizm, znajomość tematu. Żeby te
proporcje nie były zachwiane." - Tak, słucham? - Siema stary! Kopę lat! I jak tam? Bolą zęby i uszy po komentarzu w wykonaniu Dariusza Szpakowskiego? - A co Ty chcesz od Niego? Nikt tak jak On nie potrafi oddać w swoim komentarzu emocji z meczu piłki nożnej. Aż serce rośnie, jak "Szpaku" komentuje gola dla naszych! - Tak? A te wszystkie pomyłki merytoryczne? Przecież On się w ogóle nie orientuje w realiach współczesnego futbolu! Nie pamiętasz jak powiedział, że Moussa Sow blokuje miejsce w Lille Jeleniowi? A On przecież odszedł w tym okienku do Fenerbahce... - Czepiasz się, kogo obchodzi jakiś Sow. A ty myślisz, że taki jeden z drugim dziennikarz pamięta wszystkie transfery? Może przeoczył? Albo mu ktoś z TVP zły research zrobił... - Ta, jasne... A pamiętasz, jak powiedział, że Raul Meireles gra dalej w FC Porto? Ku....a, koleś drugi sezon gra w Anglii, w czołowej drużynie w Europie, a ten tu wyjeżdża z takim tekstem... Aż się Juskowiak zapultał i wstyd mu było, zwrócić "Szpakowi" uwagę... - Ej, naprawdę się czepiasz! Zdecydowana większość z 9 milionów oglądających mecz w TV w ogóle nie zwróciła na ten błąd uwagi. 9 milionów, stary, 9 milionów! Gdyby komentarz był do bani, to by tyle osób nie obejrzało meczu i milej spędziło środowy wieczór. - Weź mnie nie rozśmieszaj. To na pewno nie zasługa Szpakowskiego. Przyznaj, podoba Ci się ta jego "propaganda sukcesu"? Jak naszym wyjdzie jakaś akcja, nawet niezbyt groźna, to nieważne jest czy tak Nasi chcieli, czy wyszło przypadkiem. Zawsze u "Szpaka" wielkie podniecenie! "Co za wspaniały strzał!" "Brawo, biało czerwoni!" A jak rywale Nas rozklepią, to "Szpaku" rzuci zdaniem: "Jeden, jedyny błąd!" Nie mówiąc już o tym, że olał zupełnie sugestię Juskowiaka, że Portugalczycy nie grają na 100%... - Ale co w tym złego? Niech nakręca atmosferę przed Euro! Wszyscy tylko by pluli na kadrę, trzeba chłopaków wspierać! Jak to było w jednym skeczu: jak komentator dobrze komentuje, to i piłkarze lepiej grają. - Ciekawe, czy gdybyś był nauczycielem na przykład historii i tłumaczył uczniom temat z werwą, z emocjami, miłym głosem co wzbudzałoby zainteresowanie, ale przy tym kompletnie mylił fakty historyczne, to czy byś długo popracował? - Ehm, No stary.. hmm... a skąd wiedziałeś, że pracowałem jako nauczyciel historii? Ale nic to, zapomniałem Ci powiedzieć, przedwczoraj mnie przyjęli do redakcji TVP Sport! -??? PS1. Zapraszam na profil mojego bloga na Facebooku: http://www.facebook.com/milgord PS2. Mój twitter: http://twitter.com/#!/milgord
niedziela, 19 lutego 2012
Wybudowałem Orlik...
Witam po bardzo dłuuuuugiej przerwie. Pamiętacie zapewne doniesienia o
tym, że Zdzisław Kręcina będzie otrzymywał wynagrodzenie z tytułu
funkcji Sekretarza PZPN do końca bieżącego roku, chociaż nie piastuje
jej już od grudnia 2011. Wówczas nieco populistycznie zagaiłem,
że za tą kasę na odchodne można by wybudować pół Orlika. Minęło trochę
ponad dwa miesiące, a my wiemy, kto odbierze równowartość drugiej
połówki... Rafałowi Kaplerowi, byłemu już prezesowi Narodowego Centrum Sportu, dobrego samopoczucia nigdy nie brakowało. Nawet najbardziej kompromitujące zdarzenia ze Stadionem Narodowym w roli głównej, potrafił obrócić słownymi wygibasami w pozytyw. Już po dymisji Pana Prezesa zacząłem się zastanawiać, czy jego ulubioną piosenką nie jest przypadkiem "Jest super" zespołu T.Love, a w szczególności refren: "Jest super, jest super, więc o co Ci chodzi". I tak sobie pomyślałem, słuchając jeszcze raz jego wypowiedzi z ostatnich miesięcy: "Cholera, po co on się tak produkuje? Nie szkoda mu zdrowia? Przecież przywołując wyżej cytowany fragment utworu Muńka Staszczyka, oszczędziłby struny głosowe, zachowując w 100% myśl przewodnią swoich medialnych przekazów...". I
w sumie na tym zakończyłbym pastwienie się nad prezesem Kaplerem, gdyby
nie jego wynurzenia odnośnie kosztów budowy stadionu. Dotychczas
pytania o wysokie nakłady pieniężne na inwestycje publiczne w Polsce
(nie wyłączając stadionów) tłumaczono przesadnie zaniżonym kosztorysem.
Teraz, gdy prezes Kapler zapewnia, że stadion kosztował o 300 milionów
mniej niż przewidywał kosztorys, przez analogię mógłbym skonkludować, że
ktoś ów kosztorys zawyżył (szczególnie znając koszt porównywalnego do
Narodowego stadionu w Kapsztadzie - 2,5 mld zł). Albowiem w kwestii ceny
obiektów, gwarancji co do prawdomówności ludzi związanych z Euro 2012
nie mamy żadnej. Liczby w artykułach prasowych zmieniały się z miesiąca
na miesiąc (oczywiście niemal zawsze do góry), a wraz z nimi coraz
pojawiały się coraz bardziej absurdalne wytłumaczenia. Ale co tam się
Pan czepiasz? Ważne, że jest super... Swoją drogą, miarą "postępu" jest jeden istotny szczegół. W czasach realnego socjalizmu na ostatnią chwilę przed ważnymi wydarzeniami malowano trawę na zielono. Dziś na ostatnią chwilę trzeba ową trawę położyć... PS1. Zapraszam na profil mojego bloga na Facebooku: http://www.facebook.com/milgord PS2. Mój twitter: http://twitter.com/#!/milgord
piątek, 23 grudnia 2011
Najlepsze skecze o sporcie (vol. 2)
Dawno, dawno temu, przedstawiałem swój subiektywny ranking skeczów
z tematyką sportową jako motywem przewodnim. Od tego czasu powstało
kilka nowych produkcji, które
nie pojawiły się w pierwszym notowaniu. Tym razem postanowiłem wybrać
te, które bezpośrednio wiążą się ze zbliżającymi się wielkimi krokami
Mistrzostwami Europy. O kolejności zadecydujecie Wy, drodzy czytelnicy, w zamieszczonej pod filmikami sondzie. Który z poniższych skeczów najbardziej przypadł Wam do gustu? A zatem, dla poprawy nastroju świątecznego, zaczynamy: Kabaret Młodych Panów - Policjanci na Euro 2012 Zobaczymy... Wszak „sprawdzianem człowieka jest jego wypowiedź”. Na szczęście nie skończyło się aż na takiej "partyzantce", aczkolwiek coś podskórnie czuję, że bez jakiegoś organizacyjnego "kwasu" na samym Euro się nie obejdzie. Oby jak najmniejszego. Kabaret Skeczów Męczących - Hymn na Euro 2012 Dla każdego coś miłego... Kabaret Moralnego Niepokoju - Sejmowa komisja do spraw Euro 2012 Wyimaginowany wiceprezes Paszczyszyn = prawdziwy... Hm? Kabaret Limo - Reprezentacja Polski Euro 2012 - Jaki jest polski patriotyzm? - Nie mówi po polsku... No to głosujemy... PS1. Zapraszam na profil mojego bloga na Facebooku: http://www.facebook.com/milgord PS2. Mój twitter: http://twitter.com/#!/milgord |
Zakładki:
Ciekawe strony
Euro 2012
Masz coś ciekawego do napisania?
Piszę również na:
Polecane blogi
Sportowcy znani i mniej znani
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||