Wpisy z tagiem: Leo Beenhakker
wtorek, 13 listopada 2007
Jeżeli Polska nie wygra w sobotę z Belgią...
...to aż strach pomyśleć, co się wydarzy. Fali krytyki płynącej z mediów i z ust "towarzyszy" z PZPN, objawiającej się brutalnymi atakami słownymi na Leo Beenhakkera, nie będzie końca. Piłkarzom też się dostanie - w efekcie przegrają mecz ostatniej szansy z Serbią i nie awansują po raz pierwszy w historii do finałów Mistrzostw Europy...
Ta apokaliptyczna wręcz wizja nie ma na celu siania defetyzmu wśród kibiców, którzy gorąco wierzą w wyjazd polskiej reprezentacji na EURO 2008. Ma za zadanie raczej uświadomić wszystkich, jak wiele zależy od sobotniej potyczki z Belgami. To jedno spotkanie może być wspaniałym ukoronowaniem pracy Beenhakkera z biało-czerwonymi, a z drugiej strony może doprowadzić do zawalenia się tego, co Holender budował z mozołem przez półtora roku. Nie da się ukryć, że trzeci w przeciągu sześciu lat start na imprezie rangi mistrzowskiej zdecydowanie poprawi kwestię egzystencji naszego futbolu. Za 5 lat mamy organizować wspólnie z Ukrainą Mistrzostwa Europy, turniej, w którym jeszcze nigdy nie braliśmy udziału. Przyszłoroczny bój o Puchar Henri Delaunaya jest zatem doskonałą okazją do sprawdzenia swoich sił, w konfrontacji z najlepszymi reprezentacjami ze Starego Kontynentu.
Cieszy mnie najświeższa informacja o przedłużeniu kontraktu z Leo Beenhakkerem
do 2010 roku. Selekcjonerowi da to ogromny komfort pracy i wniesie do drużyny
pewność, bo środowisko PZPN-u tym gestem ostatecznie zaakceptowało metody pracy
"Don Leo". No i raczej nie będzie go oczerniało w przypadku -
odpukać! - porażki z Belgią, tak jak przedstawiają to proroctwa z leadu.
czwartek, 07 czerwca 2007
"Janki" znów ograne? A gdzie tam...
Nic nie pomoże gdybanie typu: "Gdyby Saganowski strzelił z dwóch metrów do pustej bramki, to pewnie byśmy wygrali." Prawda jest bowiem okrutna - polska reprezentacja zagrała na Zakaukaziu dwa słabe mecze, toteż nie dziwota, że czerwcowy plan zrealizowała połowicznie. Oby tych trzech straconych punktów w Erewaniu nie zabrakło na finiszu batalii o Euro 2008... Tym razem Leo Beenhakker eksperymentował nie z ustawieniem, a z personaliami. Zamysł słuszny, bo słabego kondycyjnie Błaszczykowskiego zastąpił Łobodziński, a niewidocznych w meczu z Azerbejdżanem Rasiaka i Żurawskiego zastąpili Saganowski i Bronowicki. To właśnie pojawienie się w wyjściowej jedenastce tego ostatniego spowodowało, że holenderski szkoleniowiec przesunął do środka pola Dariusza Dudkę. Niestety, wczorajsze spotkanie dobitnie pokazało, że piłkarz krakowskiej Wisły do gry jako defensywny pomocnik po prostu się nie nadaje. Dudka nie potrafi przytrzymać piłki na środku boiska, odegrać ją na skrzydło, a o strzałach z dystansu krakowskiego obrońcy lepiej nie wspominać. Szkoda więc, że Beenhakker tak późno desygnował do gry Sobolewskiego i nie zaryzykował wystawienia od pierwszych minut Macieja Iwańskiego. Pomysł z wystawieniem Dudki jako defensywnego pomocnika, który zrodził się przed meczem z Belgią z powodu plagi kontuzji, tym razem zwyczajnie nie wypalił. Mimo to, Polacy zaczęli naprawdę dobrze. Umiejętnie neutralizowali ofensywne poczynania rywali, cały czas czekając na ich błąd w defensywie. I ten błąd (a raczej masa błędów) nadszedł około 30 minuty, kiedy to po świetnym dośrodkowaniu Wasilewskiego bliski pokonania bramkarza Ormian był Saganowski. Przez kilka kolejnych minut wydawało się, że nie ma takiej siły, byśmy nie prowadzili przed zejściem do szatni przynajmniej jedną bramką. Nikt też chyba nie przypuszczał, że zmarnowane przez Saganowskiego okazje mogą się zemścić w drugiej połowie meczu... Już początek drugiej części gry pachniał bramką dla gospodarzy. Polscy piłkarze biernie poddali się stylowi gry Ormian, który - krótko mówiąc - polegał na dojściu na 25-30 metr od bramki Boruca i oddaniu uderzenia z dystansu, ewentualnie wymuszeniu faulu. I w końcu nadeszła ta nieszczęsna 64 minuta:
Po meczu Jerzy Engel skrytykował Jacka Bąka za nieodpowiedzialny faul, po którym to padła jedyna bramka meczu. Prawdopodobnie Bąk chciał w ten sposób zasygnalizować Beenhakkerowi, że nie może już dalej grać i potrzebuje zmiany. Nasz środkowy obrońca nie przewidział jednak, że Michitarjanowi wyjdzie strzał życia, a Polacy nie stworzą już właściwie okazji, by tę jednobramkową stratę odrobić. Nawet przeprowadzone przez Beenhakkera zmiany nie wniosły do gry "nihil novi", choć w doliczonym czasie gry Żurawski oddał bardzo groźny strzał z około 10 metrów. Niestety, bramkarz Kasparow okazał się wczoraj równie wielkim arcymistrzem, jak znany rosyjski szachista o tym samym nazwisku... Można powiedzieć, że nic się nie stało. W końcu na wschodnich rubieżach polegli także dwaj inni faworyci grupy A - Finlandia i Serbia. Ale gdy rzucimy okiem na terminarz, to z pewnością miny nam nieco zrzedną. Trzy megatrudne mecze na wyjeździe (z Portugalią, Finlandią i Serbią) mogą nawet huraoptymistów przyprawić o rozpacz i zawrót głowy. Sześć punktów w tych pojedynkach to absolutne minimum, jeśli chcemy liczyć się w walce o wyjazd do Austrii i Szwajcarii. W przypadku, gdy zdobędziemy mniej oczek, pozostaje nam czekać na pierwszy start w Euro w 2012 roku. Jako gospodarz, rzecz jasna :)
sobota, 30 grudnia 2006
Piłkarskie podsumowanie roku 2006
Powoli kończy się rok 2006 - rok wielkich emocji sportowych, także z udziałem polskich sportowców. Za nami 12 miesięcy pełne wielkich imprez o randze mistrzowskiej. Mowa m.in. o Olimpiadzie w Turynie, Mistrzostwach Świata w piłce nożnej i siatkówce, finale Ligi Mistrzów... Czas więc na podsumowania oraz określenie, co ten rok przyniósł kibicom sportowym w Polsce. Dziś o piłce nożnej w wydaniu krajowym. A.D 2006 upłynął oczywiście pod znakiem Mundialu, czego symptomem była choćby wygrana Fabio Cannavaro w plebiscytach France Football i FIFA. Jednak i na naszym krajowym podwórku zmieniło się sporo... KRAJ - podsumowując pod koniec roku polską ligową piłkę, eksperci dywagują nad faktycznym podniesieniem jej poziomu. Bo czy w rzeczywistości Orange Ekstraklasa nie jest tylko ładnie opakowanym marketingowo produktem? Fakt pojawienia się tytularnego sponsora sprawił, iż cała otoczka wokół ligi nabrała ciepłego, pomarańczowego (sic!) odcienia. Na trybunach pojawia się coraz więcej ludzi (zwłaszcza po sukcesach reprezentacji), a do stałych kandydatów do mistrzostwa (Wisła, Legia) dołączyli nowi (GKS, Zagłębie, Korona). Tylko czy poprawił się ten nieszczęsny poziom ligowy? Hm, wciąż jest wiele przeciętniactwa i miernoty, prezentowanych w pełnej krasie podczas kompromitujących Polskę występów w europejskich pucharach. Nie zanosi się, aby w sezonie 2007/08 miało być lepiej - Polska będzie miała tylko trzy miejsca w rozgrywkach UEFA: jedno w Lidze Mistrzów i dwa w Pucharze UEFA (dotychczas mieliśmy cztery miejsca - przyp. Milgord). Mniej już mieć nie można, więc osiągnęliśmy totalne dno. Nie dziwota, skoro pogromcami naszych ligowców w ostatnich czterech latach były tak "potęgi" jak: Dynamo Tbilisi, Valarenga Oslo, Terek Grozny czy też Toboł Kustanaj. Dla poprawienia nastroju, przypomnijmy sobie sezon 1996/97 i triumf Legii Warszawa w starciu z Panathinaikosem Ateny w Pucharze UEFA. Był to zarazem rewanż "Wojskowych" za porażkę z "Koniczynkami" w ćwierćfinale Champions League sezon wcześniej.
Drążąc dalej temat jakości Orange Ekstraklasy, należy zauważyć jej bliższe niż w roku ubiegłym powiązania z kadrą narodową. Liga zdołała wykreować kilku graczy, którzy stanowią trzon reprezentacji Leo Beenhakkera. Dotychczas pojęcie "ligowiec w kadrze" było równoznaczne z przynależnością do jednego klubu: Wisły Kraków. Teraz zespołów posiadających swoich przedstawicieli w teamie narodowym jest znacznie więcej, głównie dzięki odważnym decyzjom Beenhakkera. To właśnie on odkrył i dał szansę Bronowickiemu, Golańskiemu, Gargule czy Matusiakowi. A w kolejce do zadomowienia się w kadrze czekają następni: Chmiest, Popek, Pietrasiak, Iwański, Łobodziński... Nie oznacza to jednak, że wśród polskich zawodników grających poza naszym pięknym krajem panuje posucha. Grzegorz Rasiak strzela gola za golem na zapleczu Premier League, Maciej Żurawski mimo spadków formy wciąż jest ostoją Celticu, a Ebi Smolarek rozwija (czy raczej rozwijał) swój talent pod skrzydłami Berta van Marwijka w Borussii Dortmund. Obawy o przyszłość tego ostatniego, notabene piłkarza roku w Polsce, są bardzo niepokojące - nowy trener BVB, Juergen Roeber, nie znosi ponoć Polaków, a przekonał się o tym na własnej skórze Piotr Reiss (podczas pobytu w Herthcie Berlin). Jeśli dodamy do tego nieprzychylne Smolarkowi zachowania włodarzy klubu z Dortmundu, to dojdziemy do wniosku, że nasz piłkarz powinien się wynosić z miasta leżącego w Zagłębiu Ruhry jak najszybciej. W przypadku pozostania w zespole, Ebi może skończyć tak jak Jerzy Dudek... A teraz słów więcej niż kilka o naszej reprezentacji. Początek roku to powszechna euforia piłkarska w Polsce, trwająca od października 2005, kiedy to Polacy zapewnili sobie awans do Mistrzostw Świata 2006. Jednak nieodparte wrażenie o ponownym zmarnowaniu i nieskonsumowaniu tego sukcesu rosło z każdym kolejnym miesiącem. Porażki w meczach ze słabiutką Litwą i Kolumbią po fatalnym błędzie Tomasza Kuszczaka, szokujące nominacje trenera Pawła Janasa, dobór bardzo przeciętnych sparingpartnerów (oprócz Chorwacji) - wszystkie te wydarzenia wywoływały coraz potężniejszy niesmak. Zwłaszcza ów wybór graczy jadących na Mundial przebiegał w bardzo nieeleganckiej atmosferze. Janas czytał kolejne nazwiska szczęśliwców, zaś gracze nieprzeczytani (Dudek, Frankowski, Rząsa, Kłos...) poczuli się zapewne jak skazańcy. Spowodowała to cała otoczka medialna, zaaranżowanie wyboru w kształcie telewizyjnego show, gdyż tak chcieli sponsorzy i telewizja Polsat. Ale czy rzeczywiście Janas nic nie mógł zrobić, sprawić aby nie wyszło to wszystko z tak wielką pompą? Szkoda, że nie ustawiono w studiu wszystkich piłkarzy w szeregu - ci zaanonsowani wystąpiliby krok do przodu. Wyglądałoby to na prawdziwą egzekucję... Krzywda tych niezabranych była ogromna, gdyż co niektórzy wybrańcy pojechali wyłącznie na wycieczkę ze względu na swe słabe umiejętności i formę (choćby Sebastian Mila). Ale jak widać z perspektywy czasu, "Janosikowi" było to wyraźnie w smak. Nie wstawiał do mundialowej jedenastki swego rzekomo ulubieńca, Grzegorza Rasiaka, choć ten znajdował się w lepszej formie niż sam "Magic" Żurawski. Dowodem jest choćby ta bramka "Grega" w meczu z Wyspami Owczymi: A jak wiemy, Mundial znów okazał się kompletną katastrofą. Bez komentarza. Wystarczająco się o tym nagadałem na starym blogu. Wszelkich złudzeń pozbawiła nas ta oto bramka Neuville'a: ![]() Przypomnijmy sobie te traumatyczne przeżycia ze słynnym "Niestety!" Włodzimierza Lubańskiego oraz kapitalnymi napisami autora filmiku: Rzecz jasna Janas musiał odejść, a objawił się nam pierwszy od dawien dawna zagraniczny trener, wychodząc z korytarza stworzonego ze skrzynek po piwie sponsora (a jakże!): ![]() Leo Beenhakker zaczął słabiutko: od porażki z Danią w spotkaniu towarzyskim (2:0) i z Finlandią w inauguracyjnym meczu eliminacji do Mistrzostw Europy w Bydgoszczy (1:3). Potem był zremisowany mecz z Serbią , po którym "Don Leo" wypowiedział słynne zdanie: "Give me a time" W przeciwieństwie do wielu polskich selekcjonerów, Holender dotrzymał słowa. Nasi piłkarze zaczęli w końcu grać w piłkę, a nie ją kopać. Starają się przy tym jak najdłużej utrzymać przy futbolówce, aby stworzyć jak najwięcej sytuacji podbramkowych. To filozofia Beenhakkera w pigułce. W październikowym starciu w Kazachstanie gra wyglądała wciąż mało obiecująco, ale... Trzy dni później kibice przeżyli niesamowitych rozmiarów szok. Nasza S-Kadra w 100% zasłużenie pokonała 2:1 czwartą drużynę świata, Portugalię. To właśnie wtedy rozbłysła gwiazda Grzegorza Bronowickiego, który ośmieszał takich magów futbolu jak Deco, Christiano Ronaldo czy Simao Sabrossa. Jesienną część eliminacji do Mistrzostw Europy Austria/Szwajcaria 2008 zaakcentowaliśmy przyzwoitym występem w starciu z Belgami w Brukseli. Fatalny błąd Daniela van Buytena wykorzystał skrzętnie Radosław Matusiak. Ale uwaga ! Jest w Polsce obrońca, który ma słabszą koordynację ruchową od defensora Bayernu Monachium. Lepiej niech Legia i Beenhakker z Niego nie korzystają: ![]() I czas na przyjemny happy end w dzisiejszej polskiej sinusoidzie nastrojów: A oto wiadomość na koniec. Piłkarski news dnia. Karierę chce kończyć Mirosław Szymkowiak !!! Szerzej o tej zaskakującej decyzji w osobnym poście. Ale to już w Nowym Roku...
wtorek, 21 listopada 2006
I proszę państwa, pierwszy awans wisi w powietrzu ?
Po wygranej w Brukseli polscy piłkarze ponownie włączyli się do walki o premiowane awansem do Mistrzostw Europy miejsca. Na tle słabo grających Belgów (stworzyli raptem jedną sytuację do zdobycia gola) zagraliśmy nie tak nadzwyczajnie jak z Portugalią w Chorzowie, ale po raz drugi pokazaliśmy charakter i zaangażowanie. Rację ma chyba holenderski menadżer Jan de Zeeuw, twierdząc, że "Beenhakker potrafi z trupa zrobić optymistę". Z każdym kolejnym spotkaniem nasz zespół notuje coraz mniej głupich strat piłki, nie mnożą się rozpaczliwe wybicia na oślep, dzięki czemu to zdezorientowani rywale popełniają więcej błędów. Tak też było w ubiegłą środę, kiedy nieumiejętnie bronił się przed wytrwałym Radosławem Matusiakiem Daniel Van Buyten, obrońca Bayernu Monachium. Po swoim błędzie rosły Belg powinien się po prostu zapaść pod ziemię. Filar i absolutny lider w słabym zespole zrobił coś, czego koledzy się na pewno po nim nie spodziewali. Chłop o takich gabarytach musi bez żadnego problemu zastawić zagraną przez rywala piłkę! Na szczęście, okazało się to zadanie ponad siły Van Buytena. Matusiak nie pomylił się mówiąc, że w polskiej lidze mamy zwrotniejszych obrońców, a jedyne czym imponuje zawodnik Bayernu to świetna gra w powietrzu... Sytuacje podbramkowe Polacy stwarzali głównie w pierwszej połowie. Mam tu przede wszystkim na myśli strzały niezawodnego ostatnio Euzebiusza Smolarka. Trudno jednak jednoznacznie stwierdzić, czy bez koszmarnego błędu van Buytena nasi piłkarze byliby w stanie rozstrzygnąć jakąś niespodziewaną akcją mecz. W każdym razie, po raz kolejny moje oceny w stosunku do biało-czerwonych będą bardzo przychylne, choć druga połowa ze względu na ospałe tempo dłużyła się w nieskończoność...
JAKUB BŁASZCZYKOWSKI - 8, EUZEBIUSZ SMOLAREK - 7 - przyzwoita gra naszych skrzydłowych, a wyższą ocenę gracz Wisły zawdzięcza temu, iż był aktywny przez cały mecz. Napastnik BVB zagrał nieźle tylko pierwszą połowę, w której oddał dwa świetne strzały na bramkę gospodarzy (w tym uderzenie głową a' la Andrzej Szarmach). A na koniec najzabawniejszy moment "brukselskiego pojedynku":
|
Zakładki:
Ciekawe strony
Euro 2012
Masz coś ciekawego do napisania?
Piszę również na:
Polecane blogi
Sportowcy znani i mniej znani
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||