Wpisy z tagiem: MŚ w siatkówce Japonia 2006

poniedziałek, 04 grudnia 2006
Dekocentrujący Gacek
 
To nie był niestety "mecz życia" Polaków. Powielaliśmy błędy znane doskonale z czasów, kiedy trenerem nie był jeszcze Raul Lozano. No i przede wszystkim zdekoncentrowało nas dziś wiele rzeczy. Po pierwsze, kontuzja Piotra Gacka, naszego libero. Okazała się być na tyle poważna, że zawodnik grał - jak to określił Krzysztof Wanio z Polsatu - "na jednej nodze". Wystawienie zawodnika z Częstochowy i trzymanie go przez cały pierwszy set określić trzeba mianem największego błędu Raula Lozano podczas tych mistrzostw. Pozostali gracze absorbowali swoją uwagę tym urazem, a nie zaś grą; obawiali się, jak Gacek będzie przyjmował i bronił piłki uderzane piekielnie mocno przez Brazylijczyków. Jak się później okazało, zastępujący Gacka od końcówki pierwszej partii Michał Bąkiewicz spisywał się bardzo przyzwoicie, stabilnie przyjmując niełatwe przecież zagrywki "Canarinhos". Rozumiem doskonale, że marzeniem każdego sportowca jest udział w finale wielkiej imprezy, ale nie może się to odbywać kosztem postawy całej drużyny. Piotr Gacek powinien więc opuścić boisko - najlepiej na własną prośbę - już po pierwszej przerwie technicznej, przy niezwiastującym nic dobrego rezultacie 8:2.
 
Co jeszcze wpłynęło pejoratywnie na grę naszych siatkarzy? Ano ten przegrany w fatalnym stylu pierwszy set. Dotychczas Polacy nie załamywali się przegranymi partiami, nawet gdy ulegali na własne życzenie (jak w meczu półfinałowym z Bułgarią). Tym razem widoczna była aż nadto pewna rezygnacja i zniechęcenie zawodników, zadowolenie się drugim miejscem. "Przegraliśmy ten mecz w szatni" - stwierdził Marek Karbarz, mistrz olimpijski z 1976 roku. I trudno się z nim nie zgodzić. Nawet w najbardziej wyrównanym drugim secie objawiały się symptomy związane ze sromotnie przegraną poprzednią partią: niezbyt zdecydowana zagrywka, "wstrzymywanie ręki" przy kluczowych dla losów seta piłkach, czy brak widocznej wcześniej tak dobitnie sportowej złości.
 
Jeśli doliczymy do demobilizujących czynników jeszcze nieco stronnicze sędziowanie (spodziewałem się tego, gdy usłyszałem, że finał będą sędziować Meksykanin i Chińczyk), czy kuriozalną sytuację ze zmianą naszego libero, to potwierdzimy regułę, że na Brazylijczyków bez grania na 200% możliwości po prostu nie ma mocnych. "Canarinhos" byli od nas lepsi praktycznie w każdym elemencie, a rozpływać się w zachwytach można nad ich fenomenalnym pasywnym blokiem. Wprawdzie tego typu bloki nie przynoszą punktu, ale pozwalają na wyprowadzenie zabójczej kontry. Tym samym przepaść dzieląca drużynę Rezende od innych siatkarskich ekip stale się pogłębia...

Niemniej jednak, nasz sukces z japońskich mistrzostw jest w pewnej mierze epokowy, zważywszy na ilość przełamanych przez siatkarzy kompleksów. Cztery lata temu w Argentynie podopieczni Waldemara Wspaniałego zaczęli równie obiecująco, ale w ważnych momentach drugiej fazy grupowej nie dali rady, ulegając Rosjanom i Portugalczykom. Do tego doszedł brak jedności w drużynie, przejawiający się ciągłymi kłótniami, nawet podczas przerw technicznych (prym w tym wiódł Marcin Nowak). Na tegorocznym Mundialu wszyscy nasi siatkarze mieli zaś jeden wyznaczony ściśle cel - zdobycie medalu. Podporządkowali temu wyzwaniu wszystko, nie dali się zdekoncentrować aż do meczu finałowego. A kibicom pozostają teraz podziękowania za ogromny sukces, połączone z radosnym śpiewem: "Już za cztery lata POLSKA MISTRZEM ŚWIATA !!!"
 
 
 
Brazylijczycy oszukiwali? Poznajmy ich szwindle w supervideo z YouTube :
 

sobota, 02 grudnia 2006
Jest medal, jest medal, ale myślę, że będzie ZŁOTO !!!
"Obawiam się bowiem, że ewentualna przegrana w jutrzejszym spotkaniu, przebije balon z napisem <<>>. Tak było w finale Ligi Światowej, gdzie byliśmy o krok od pojedynku o pierwsze miejsce z Brazylią, a skończyliśmy na tak nielubianej pozycji czwartej. [...] Zdaje sobie sprawę, że każdy powie: <<>>. Ale mnie ten frazes nie przekonuje. Mam więc nadzieję, że jutro Lozano & spółka całkowicie rozwieją moje wątpliwości, rozbijając w pył Kazinskiego, Konstantinowa i ich kolegów z reprezentacji."
 
Na szczęście moje wczorajsze obawy okazały się niepotrzebne. Wprawdzie z owego "balona" na dłuższą chwilę zeszło powietrze, ale siatkarze zdołali go ponownie napompować, zaklejając przy okazji powstałą dziurę. Jedno jest więc w tej chwili pewne - pod względem mentalnym już jesteśmy MISTRZAMI ŚWIATA, pozostaje więc tylko wygranie finału z Brazylią i zdobycie tytułu pod względem formalnym!
 
 
A jaki może być rezultat starcia z "Canarinhos"? Trudne pytanie, zważywszy na fakt, że Polacy nie zagrali dziś tak kapitalnego spotkania jak z Rosją czy Serbią. Z kolei Brazylijczycy po przeciętnych w ich wykonaniu fazach grupowych, roznieśli dziś w drobny mak reprezentację Serbii i Czarnogóry, nie pozostawiając złudzeń co do swojej formy i umiejętności.

Zapewne tak jak dziś, będziemy mieli kompleks leworęcznego zawodnika. W sobotni poranek sporo krwi napsuł nam mańkut Yordanow, a jutro czeka nas trudna przeprawa z niezwykłym Andre. Jeśli dołączymy do tego perfekcyjną grę Giby we wszystkich elementach siatkarskiego rzemiosła, nieziemsko dokładne przyjęcie Sergio, oraz skuteczny atak ze środka Gustavo, to wydawać by się mogło, że nie mamy w finale czego szukać. A jednak. Sam Bernardo Rezende docenia naszą klasę, widząc słabe strony tylko u swoich podopiecznych:
 
"Graczy macie rzeczywiście zdolnych, a jeśli się dwa razy w kilka lat sięga po tytuł mistrza świata juniorów, to byłoby po prostu zbrodnią takiego potencjału nie wykorzystać. Wszystkiego jednak talentem się nie da wyjaśnić. Moim zdaniem wasza reprezentacja stała się grupą perfekcyjnie - w każdym detalu - zorganizowaną. Wreszcie rewelacyjnie funkcjonuje jako całość, nawet zupełnie nowi gracze, jak ten świetny środkowy Pliński. Winiarski, Świderski i Wlazły grają świetnie i moim zdaniem wszyscy dopiero dążą do swojego szczytu. Z każdym rokiem powinno być jeszcze lepiej."
"Wszystkich meczów (Polski - przyp. mily77) nie widziałem, a w spotkaniu z Serbią nie znalazłem niczego. Nikt by nie znalazł. Żaden trener, to była długimi okresami perfekcja. Pomyślmy: serwis, atak, obrona... Nie, nic Pan ze mnie nie wyciągnie, to jest zespół kompletny. Powiem więcej, widzę teraz więcej słabych punktów w swojej reprezentacji niż w polskiej."
 
Sami oceńcie, ile było w tych wypowiedziach kurtuazji, a ile rzeczywistych pochwał i docenienia klasy Polaków. Niemniej jednak, przed nami największe sportowe wydarzenie w tym roku z udziałem polskich sportowców - oby zwycięskie.
 
 
I na koniec, podobnie jak w przypadku futbolistów, czas na ocenę gry naszych siatkarzy w meczu z Bułgarią (skala od 1 do 10):
 
PAWEŁ ZAGUMNY - 7 - mówi się wokoło, że nasz rozgrywający rozgrywa turniej życia. I trudno się z tym zdaniem nie zgodzić. Jednakże tym razem gra "Gumy" pozostawiała troszkę do życzenia. Nasi środkowi przyznawali w pomeczowych wywiadach, że nie mogli zrozumieć się z Zagumnym pod względem wyczucia tempa wystawy.
 
DANIEL PLIŃSKI - 9 - kapitalne spotkanie gracza Jastrzębskiego Węgla. Bardzo skuteczny w ataku, najlepszy w naszej ekipie w bloku, grał chyba z największym spokojem i wyrachowaniem.
 
ŁUKASZ KADZIEWICZ - 9 - wybaczam jego przestrzelony atak ze środka w ostatniej akcji drugiego seta. Błąd wynikał bowiem z faktu, iż w końcowych fragmentach tej partii Zagumny wystawiał piłki jedynie do Kadziewicza, gdyż obawiał się rozegrać piłkę do świeżo wprowadzonych Gruszki i Szymańskiego. Klubowy kolega Plińskiego był od niego skuteczniejszy na zagrywce, ośmieszając wręcz słabo przyjmującego Kaziyskiego. Oprócz tego, zrehabilitował się za swój błąd z drugiego seta w secie następnym, kiedy to zablokował przechodzącą piłkę przy stanie 24:23 dla Polski.
 
MICHAŁ WINIARSKI - 9 - wziął na siebie ciężar gry zwłaszcza w decydujących o wyniku meczu fragmentach czwartego seta. Bardzo skuteczny w ataku z szóstej strefy i ze skrzydła. I za to mu chwała.
 
SEBASTIAN ŚWIDERSKI - 7 - nie tak skuteczny jak Winiarski, ale wciąż prezentujący solidny poziom w przyjęciu. Bał się trochę brać odpowiedzialność przy piłkach sytuacyjnych i kontratakach, kiedy to wyraźnie "wstrzymywał rękę".
 
MARIUSZ WLAZŁY - 8 - miał moment zastoju w drugim secie, kiedy to nie skończył kilka ważnych piłek na "czystej" siatce. Jak się okazało, decyzja trenera Lozano o zdjęciu gracza Skry Bełchatów z boiska była zbyt pochopna, gdyż jego zmiennik, Grzegorz Szymański, miał wyraźnie słabszy dzień.
 
GRZEGORZ SZYMAŃSKI i PIOTR GRUSZKA - grali zbyt krótko, aby ich oceniać. Poza tym, ich wejście w drugim secie nie wniosło tyle ożywienia jak w meczu z Rosją.
 
WOJCIECH GRZYB - wszedł tylko na jedną akcję, gdyż przy świetnej grze Plińskiego i Kadziewicza nie był w stanie wnieść do gry więcej. Powoli mówi się nawet o "polskiej szkole bloku".
wtorek, 28 listopada 2006
Bez zesztywnienia

Ufffff, cóż to były za emocje! Mimo, że nie oglądałem meczu Polaków z Rosjanami na MŚ w Japonii... Nie ma się co zresztą dziwić, gdyż jako przykładny uczeń udałem się rano do szkoły :P. Gdy wychodziłem z domu, wynik brzmiał niezbyt optymistycznie - po atomowych zagrywkach Połtawskiego przegrywaliśmy 1:4. Już będąc w szkole, kolega informował mnie na bieżąco o wynikach poszczególnych setów, dzięki czemu przeżywaliśmy chociaż częściowo emocje skrajne - od rezygnacji po gładko przegranych pierwszych dwóch setach, po euforię i niedowierzanie, czy aby na pewno SMS napisany koledze zawiera prawdziwą informację. Istotnie, była ona jak najbardziej zgodna z prawdą: WYGRALIŚMY 3:2 !!!

Muszę uczciwie przyznać, że jak dotychczas tylko raz oglądałem transmitowany "na żywo" mecz z udziałem Polaków na tych mistrzostwach. Albo trzeba było jak dzisiaj maszerować dziarsko do szkoły (sic!), albo po prostu nie miałem siły i chęci zwlec się z łóżka o 5 bądź o 7. Na szczęście, jutro lekcje zaczynam przed 10, więc spokojnie obejrzę pojedynek z Serbami o pierwsze miejsce w grupie. Prawda jest taka, że w przypadku niepowodzenia biało-czerwoni zmierzą się zapewne w półfinale z Brazylią, co w opinii mojego kolegi z klasy równoznaczne jest z walką o trzecie miejsce na świecie. Jeśli jednak pokonamy jutro Serbię, a następnie równie rewelacyjnych jak my Bułgarów (dziś pokonali Francję 3:2, także przegrywając już 0:2), to zdetronizowanie Canarinhos w finale będzie bardziej prawdopodobne. To także opinia mojego kolegi. I ja się z nią z pełni zgadzam.


Mój obrazek=P
Blogi Sportowe Najlepsze Blogi page rank