Wpisy z tagiem: euro 2012
niedziela, 19 lutego 2012
Wybudowałem Orlik...
Witam po bardzo dłuuuuugiej przerwie. Pamiętacie zapewne doniesienia o
tym, że Zdzisław Kręcina będzie otrzymywał wynagrodzenie z tytułu
funkcji Sekretarza PZPN do końca bieżącego roku, chociaż nie piastuje
jej już od grudnia 2011. Wówczas nieco populistycznie zagaiłem,
że za tą kasę na odchodne można by wybudować pół Orlika. Minęło trochę
ponad dwa miesiące, a my wiemy, kto odbierze równowartość drugiej
połówki... Rafałowi Kaplerowi, byłemu już prezesowi Narodowego Centrum Sportu, dobrego samopoczucia nigdy nie brakowało. Nawet najbardziej kompromitujące zdarzenia ze Stadionem Narodowym w roli głównej, potrafił obrócić słownymi wygibasami w pozytyw. Już po dymisji Pana Prezesa zacząłem się zastanawiać, czy jego ulubioną piosenką nie jest przypadkiem "Jest super" zespołu T.Love, a w szczególności refren: "Jest super, jest super, więc o co Ci chodzi". I tak sobie pomyślałem, słuchając jeszcze raz jego wypowiedzi z ostatnich miesięcy: "Cholera, po co on się tak produkuje? Nie szkoda mu zdrowia? Przecież przywołując wyżej cytowany fragment utworu Muńka Staszczyka, oszczędziłby struny głosowe, zachowując w 100% myśl przewodnią swoich medialnych przekazów...". I
w sumie na tym zakończyłbym pastwienie się nad prezesem Kaplerem, gdyby
nie jego wynurzenia odnośnie kosztów budowy stadionu. Dotychczas
pytania o wysokie nakłady pieniężne na inwestycje publiczne w Polsce
(nie wyłączając stadionów) tłumaczono przesadnie zaniżonym kosztorysem.
Teraz, gdy prezes Kapler zapewnia, że stadion kosztował o 300 milionów
mniej niż przewidywał kosztorys, przez analogię mógłbym skonkludować, że
ktoś ów kosztorys zawyżył (szczególnie znając koszt porównywalnego do
Narodowego stadionu w Kapsztadzie - 2,5 mld zł). Albowiem w kwestii ceny
obiektów, gwarancji co do prawdomówności ludzi związanych z Euro 2012
nie mamy żadnej. Liczby w artykułach prasowych zmieniały się z miesiąca
na miesiąc (oczywiście niemal zawsze do góry), a wraz z nimi coraz
pojawiały się coraz bardziej absurdalne wytłumaczenia. Ale co tam się
Pan czepiasz? Ważne, że jest super... Swoją drogą, miarą "postępu" jest jeden istotny szczegół. W czasach realnego socjalizmu na ostatnią chwilę przed ważnymi wydarzeniami malowano trawę na zielono. Dziś na ostatnią chwilę trzeba ową trawę położyć... PS1. Zapraszam na profil mojego bloga na Facebooku: http://www.facebook.com/milgord PS2. Mój twitter: http://twitter.com/#!/milgord
piątek, 01 kwietnia 2011
Nieszczery Michel
Michel Platini, ponad tydzień temu wybrany na drugą
kadencję w roli prezydenta UEFA, wyraził w wywiadzie udzielonym
francuskiej agencji AFP obawy co do słuszności przyznania Polsce i
Ukrainie organizacji Euro 2012. Nie będę ukrywał, że tego rodzaju
wypowiedź wywołuje u mnie coraz większą dezorientację. Kiedy Platini
jest w stosunku do państw-gospodarzy szczery? Czy wtedy, gdy zachwala z
widoczną satysfakcją postępy w budowie niezbędnej infrastruktury? A może
jedynie w przypadku, gdy bezwzględnie gani za opóźnienia i wykryte
usterki? ZOBACZ WIĘCEJ >>>
![]() Dwa fajne bonusy - czas odkryć "tajemnice alkowy": 1. Zobaczcie, co się działo w szatni Polaków w przerwie meczu Korea Południowa - Polska na Mistrzostwach Świata 2002. Zważywszy na poziom gry naszych w pierwszej połowie, przemówienie Engela było zdecydowanie za grzeczne 2. Dla porównania: Czesław Michniewicz show w przerwie meczu finałowego o Puchar Polski 2004 PS. Zapraszam na profil mojego bloga na Facebooku: http://www.facebook.com/pages/Tylko-I-Wylacznie-O-Sporcie-milgordbloxpl/179740745373311 PS2. Zapraszam do TYPOWANIA WYNIKÓW PS3. Polecam też konkurs WYGRAJ BILET na portalu SportSukces.pl PS4. Mój twitter: http://twitter.com/#!/milgord
wtorek, 28 grudnia 2010
Mistrzowie tworzenia planów
We wczorajszym "Poranku TVN 24" jednym z wiodących tematów była decyzja o znacznych zrewidowaniu planów dotyczących budowy dróg i autostrad, głównie ze względu na brak funduszy. Powszechnie wiadomo, że wiele elementów infrastrukturalnych na pewno nie powstanie przed Euro 2012. Nasze władze mogły jednak tak niekorzystnej medialnie informacji w ogóle nie pozwolić ujrzeć światła dziennego... Wystarczyło wreszcie zmierzyć siły na zamiary, wziąć poprawkę na wszelkie przeszkody (głównie natury biurokratycznej) i stworzyć w końcu realny, powtarzam: realny, harmonogram zadań na Euro. Ale nie! Lepiej znów bujać w obłokach i opowiadać o tygrysim skoku cywilizacyjnym, o którym inne kraje postkomunistyczne mogą tylko pomarzyć. A w końcu mętnie tłumaczyć się dziennikarzom, dlaczego ze wspaniałych wizji zrealizowano niezbędne do uniknięcia kompromitacji minimum (przede wszystkim stadiony i hotele). Tak dzieje się od lat, bo chcemy dogonić najbogatsze państwa UE, by nie patrzono na nas jak na ubogich krewnych. Euro 2012 jeszcze bardziej te pragnienia podsyciło. Pod koniec 2008 roku miałem przyjemność uczestniczyć w konferencji "Euromonitor", organizowanej w miejscu obecnie budowanego stadionu na wrocławskich Maślicach. Prelegenci z różnego rodzaju branż kreślili przed widzami idylliczny obraz Polski A.D. 2012, ku uciesze przedstawicieli spółki PL.2012. Gdybym miał dziś rozliczać obietnice padające podczas tamtych wystąpień i panelu dyskusyjnego, to zapewne musiałbym je zrewidować przynajmniej w połowie, a w przypadku pożal się Boże transportu kolejowego w ponad 3/4. Ciekawe, czy uda się chociaż zrealizować w pełni plany dotyczące obsługi telekomunikacyjnej mistrzostw? Zapamiętałem, że Telekomunikacja Polska musi być przygotowana na istną lawinę SMS-ów, wysyłanych przez obecnych na stadionie kibiców (dokładnie 20000 wiadomości w ciągu minuty). Austriakom i Szwajcarom na Euro 2008 ta sztuka się udała. Obyśmy więc nie zaliczyli jednej wielkiej... telekompromitacji. Napisałem dziś na temat okołosportowy głownie dlatego, że przykład często idzie z góry. Jeśli politycy wciąż snują niemożliwe do wykonania w trymiga plany różnego rodzaju inwestycji, to trudno oczekiwać, np. od prezesów klubów sportowych, powściągliwości w wyznaczaniu celów dla swoich podwładnych, czyli trenerów i zawodników. Na pierwszy rzut oka hurraoptymistyczne prognozy nie mają nic wspólnego z logiką. Ale jeśli przyjmiemy zależność realny plan = mało pieniędzy, nierealny plan = dużo pieniędzy... PS. Zapraszam na profil mojego bloga na Facebooku: http://www.facebook.com/pages/Tylko-I-Wylacznie-O-Sporcie-milgordbloxpl/179740745373311 PS2. Od niedawna jestem także na Twitterze: http://twitter.com/milgordPS3. Zapraszam też do luźnej gadki o sporcie na shoutboxie, który pojawił się w bocznej szpalcie.
czwartek, 09 grudnia 2010
Sport w miastach - gospodarzach EURO 2012 – cz. 1
Czas na nowy, czteroczęściowy cykl, a mianowicie na przedstawienie i omówienie sytuacji klubów sportowych w polskich miastach-gospodarzach EURO 2012. W swojej analizie sprawdzę, iloma zespołami w najwyższej klasie rozgrywkowej może się poszczycić dane miasto. Oczywiście w dyscyplinach, które cieszą się szerszym zainteresowaniem kibiców i mediów, a więc w piłce nożnej, koszykówce, siatkówce, piłce ręcznej, oraz wyścigach żużlowych (w pierwszym i ostatnim przypadku tylko rozgrywki męskie). Dzisiejszy sport to w dużej mierze rozrywka - przekonajmy się zatem, czy miejscy rajcowie mają prawo (tudzież mieli prawo) chlubić się mianem „miasta sportu”. Na pierwszy ogień pójdzie Wrocław… PIŁKA NOŻNA (Śląsk Wrocław) – nie od dziś wiadomo, że każde duże, kilkusettysięczne miasto pragnie gościć u siebie rozgrywki Ekstraklasy. Nie inaczej jest w Wrocławiu. Projekt „Wielkiego Śląska” zakłada nie tylko ciągłą egzystencję w elicie, ale przede wszystkim osiąganie w niej krok po kroku coraz lepszych wyników, aż do regularnych występów w europejskich pucharach. Ta samowystarczalna „machina”, której dochodową częścią ma być galeria handlowa przy nowo wybudowanym stadionie na Maślicach, cały czas napotyka sporo trudności na drodze do pełnej realizacji. Zarówno w aspekcie sportowym (fatalny początek obecnego sezonu i w rezultacie zmiana trenera), jak i organizacyjnym (choćby problemy z otrzymaniem kredytu na budowę galerii, ciągłe rozterki odnośnie frekwencji na nowym stadionie; albo pytania w stylu: Dlaczego miasto poświęca zdecydowaną większość funduszy na piłkę nożną ?). W każdym razie, najbardziej popularna gra zespołowa posiada we Wrocławiu silnego, stabilnego finansowo przedstawiciela, opartego – w przeciwieństwie do zespołu z przełomu wieków - na dużo zdrowszych zasadach. O pozostałych klubach piłkarskich nad Odrą ciężko coś pozytywnego wspomnieć, gdyż żaden z nich nie gra choćby w III lidze, a tam o zagorzałych kibiców trudno. Plan odbudowy Ślęzy (która jeszcze na początku lat 90-tych grała na zapleczu Ekstraklasy) całkowicie spalił w bieżącym roku na panewce (dziś Ślęza wegetuje w IV lidze). W sumie trudno się dziwić, skoro na mecze II ligi przy Wróblewskiego przybywało nieraz kilkakrotnie więcej kibiców gości niż gospodarzy… KOSZYKÓWKA (brak klubu w najwyższej klasie rozgrywkowej) – „Czy dobrze pracujemy?” – pytał niegdyś Waldemar Siemiński, powszechnie uważany za „grabarza” koszykarskiego Śląska. Nadzieje na lepsze jutro dla basketu zaświeciły – a jakże! – przed wyborami samorządowymi, kiedy to na prezydencie Dutkiewiczu zrobiły wrażenie informacje o frekwencji na meczu II ligi WKK – Śląsk. Żałuję, że nie byłem na tym spotkaniu, ale ponoć sala przy ulicy Chełmońskiego faktycznie pękała w szwach. Na koszykówkę kobiet we Wrocławiu raczej nie ma szans, choć jeszcze pamiętam czasy, jak zawodniczki Ślęży zdobywały brązowy medal Mistrzostw Polski. Brak jednak tutaj podstaw, na jakich pragnie powrócić do lat świetności męska sekcja, czyli bardzo bogata w sukcesy historia, a także niesłabnący - pomimo upływu blisko 3 lat posuchy - popyt mieszkańców. SIATKÓWKA (Gwardia Wrocław – kobiety) – siatkówka we Wrocławiu nie cieszyła się (przynajmniej w ostatnich 20 latach) tak wielką popularnością, jak piłka nożna czy koszykówka. Zawodniczkom Gwardii ciężko jest zapełnić trybuny w chociaż 3/4, i to pomimo stosunkowo niskich cen biletów. Niemniej jednak, w tym sezonie drużyna Rafała Błaszczyka wygląda pod względem potencjału kadrowego więcej niż przyzwoicie. Ciekawe, czy uda się odbudować męską sekcję Gwardii, która obecnie rywalizuje w rozgrywkach drugiej ligi (tak właściwie to trzeciej).W dobie podnoszenia się poziomu sportowego drużyn z Plus Ligi i jej bezpośredniego zaplecza, powrót do czasów świetności może okazać się w tym przypadku bardzo trudny. PIŁKA RĘCZNA (AZS AWF Wrocław – kobiety) – upadek sekcji męskiego szczypiorniaka we Wrocławiu przyjąłem z naprawdę ciężkim sercem. Kawał wspaniałej historii, jaką napisał Śląsk Wrocław w tej dyscyplinie, został bestialsko „oszpecony” przez decyzję o wycofaniu klubu z rozgrywek Ekstraklasy. Z rozgrywek, w których podopieczni Tadeusza Jednoroga tak ambitnie bili się o każdy punkt z lepiej poukładanymi organizacyjnie i finansowo rywalami. Nawet plaga kontuzji ( w pewnym momencie Śląsk grał mecze praktycznie jedną siódemką graczy!) nie przeszkodziła w utrzymaniu się; do tego na mecze przychodziło coraz więcej kibiców. Naprawdę szkoda, że nie udało znaleźć się ludzi, którzy wyłożyliby kapitał i uratowali męską piłkę ręczną w stolicy Dolnego Śląska. Mam nadzieję, że losu zawodników Śląska nie podzielą zawodniczki AZS-u AWF Wrocław. Jak na razie zajmują one przedostatnie miejsce w Ekstraklasie, z zaledwie 3 punktami na koncie. O dziwo, drużynie wiodło się lepiej w poprzednim sezonie, kiedy sytuacja finansowa była gorsza niż obecnie. ŻUŻEL (Betard WTS Sparta Wrocław) – speedway we Wrocławiu wciąż istnieje. I to chyba najlepsze sformułowanie, jakie należy użyć. Fakty są bowiem takie: na stadionie Olimpijskim nie organizuje się już zawodów Grand Prix, a ekipa WTS-u – przy coraz niższej frekwencji na trybunach - kolejny sezon kończy bez medalu Mistrzostw Polski. A warto przecież podkreślić, że spośród miast-gospodarzy EURO 2012, tylko stolica Dolnego Śląska posiada klub w Ekstralidze żużlowej. Szkoda byłoby stracić tak drogocenny atut, za którym – podobnie jak za Śląskiem - przemawia piękna przeszłość. Co ciekawe, przed wyborami samorządowymi prezydent Dutkiewicz ogłosił, że w miejskiej kasie znalazło się – ni stąd, ni zowąd – 750 tysięcy złotych dla żużlowców WTS-u. „Kiełbasa wyborcza” prima sort PODSUMOWANIE Nie zamierzam udzielać odpowiedzi na pytanie: Czy miasta powinny dotować finansowo kluby sportowe? Ale zastanawia mnie w kontekście Wrocławia, który w ostatnich latach sportowo stracił na wartości, jedna ważna rzecz. Wiele osób obwiniało władze miasta za upadek koszykówki oraz piłki ręcznej. Pojawiały się zapewnienia - głównie na forach internetowych - o rozliczeniu przy urnie wyborczej dokonań Rafała Dutkiewicza dla wrocławskiego sportu. Wyniki elekcji z 21 listopada każą jednak stawiać wniosek w postaci alternatywy rozłącznej: albo liczna rzesza kibiców zapomniała o swoich przedwyborczych zapowiedziach, albo uznali, że pozostali kandydaci nie gwarantują odpowiednich rozwiązań w tej materii...
sobota, 20 listopada 2010
My gramy na maksa, a oni...
1. Po środowym zwycięstwie nad Wybrzeżem Kości Słoniowej, Franciszek Smuda po raz kolejny podkreślił, że na Euro 2012 polscy piłkarze zagrają z pełnym zaangażowaniem i nie przestraszą się mocniejszych rywali, gdyż z uporem maniaka wpaja im koncepcję o traktowaniu meczów towarzyskich jak meczów o punkty. Problem polega jednak na tym, iż podobnej koncepcji nasz selekcjoner nie był, nie jest i nie będzie w stanie wymusić na przeciwnikach biało-czerwonych w drodze do czerwca 2012. 2. Powyższego faktu nie zmienią spore pieniądze, jakie łożymy na opłacenie silnych sparingpartnerów. Naprawdę ciężko liczyć, że w meczu towarzyskim świetny piłkarz nie będzie odstawiał nogi, bo w przypadku kontuzji kolejna scysja narodowej federacji z klubem nieszczęśnika niemal pewna. A przecież "Franz" nie krzyknie do Lamparda, Schweinsteigera lub Torresa: "Graj z nami na sto procent, bo nie jesteś miękkim ch... robiony!". 3. Jest to moim zdaniem największy problem polskiej reprezentacji. Po dobrej grze pokonaliśmy WKS, kto wie - może w przyszłym roku zemścimy się na Niemcach czy Anglikach. Ale wiedząc, jak bardzo zachłystywaliśmy się pojedynczymi sukcesikami (Włochy 2003, Portugalia 2006, Czechy 2008), trzeba zwracać uwagę na stopień zaangażowania w mecz naszych rywali i poddawać go wnikliwej analizie. Pewnie, że lepiej wygrywać mecze towarzyskie, gdyż powielając casus Austrii, która przed Euro 2008 dostawała "cięgi" nawet od słabeuszy, o dobrej atmosferze w drużynie i wokół niej możemy zapomnieć. Jednak z jeszcze większą starannością trzeba wyłapywać własne błędy (nawet przesadnie je wyolbrzymiając), bo reprezentacja grająca na pół gwizdka nie zawsze dobitnie obnaży nasze słabości. W przeciwnym wypadku, kolejny raz obudzimy się z ręką w nocniku... |
Zakładki:
Ciekawe strony
Euro 2012
Masz coś ciekawego do napisania?
Piszę również na:
Polecane blogi
Sportowcy znani i mniej znani
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||