Wpisy z tagiem: Czesław Michniewicz
niedziela, 27 maja 2007
Lubin sportową stolicą Polski
Mieszkańcy Lubina mieli w ligowym sezonie 2006/07 ogromne powody do radości. Najpierw piłkarki ręczne z "miedziowego miasta" zdobyły brązowy medal Mistrzostw Polski. Tydzień temu wielki sukces osiągnęli szczypiorniści - po raz pierwszy w historii sięgnęli po złoto krajowych rozgrywek, wygrywając pasjonującą rywalizację z Wisłą Płock. Wczoraj przyszedł czas na futbolowych przedstawicieli klubu Zagłębie. Nie zawiedli oni rosnących oczekiwań kibiców - po 16 latach tytuł mistrzowski wraca na Dolny Śląsk. W ubiegłą sobotę Czesław Michniewicz wybrał się na decydujący mecz finału ligi piłkarzy ręcznych Zagłębie Lubin-Wisła Płock. Na pytanie o powód swej wizyty odpowiedział: Przyszedłem popatrzyć, jak się robi mistrza. Dziś, kilkanaście godzin po meczu na Łazienkowskiej, można śmiało stwierdzić, że nauka w las nie poszła. Parafrazując Juliusza Cezara, Michniewicz przyszedł, zobaczył i... tydzień później sam zwyciężył!
Należy jednak pamiętać, iż podwaliny pod tegoroczny triumf Zagłębia zostały położone już w ubiegłym sezonie. Franciszek Smuda wydobył wtedy tonącą w ligowej szarzyźnie drużynę na szerokie wody zwycięstw i sukcesów. Ówczesny trener lubinian naprawił zaś przy okazji swoją nadszarpniętą reputację. Rezultaty osiągnięte przez "miedziowych" mogły być jeszcze okazalsze, gdyby nie kilka błędów Smudy z rundy wiosennej rozgrywek. Obecny szkoleniowiec Lecha uznał wtedy, że w Zagłębiu pierwszoligowy poziom prezentuje góra czternastu graczy. Nasuwa się jednak pytanie, dlaczego w przerwie zimowej "Franz" nie wzmocnił drużyny, skoro aż tak narzekał na brak pola manewru? Czy sprowadzony przez Smudę Ibrahim Sunday bardziej nadawał się na I ligę niż błyszczący obecnie Marcin Pietroń? W efekcie trochę błędnego rozumowania trenera, piłkarze Zagłębia nie wytrzymali kondycyjnie sezonu, przegrywając finał Pucharu Polski. Na szczęście, udało się obronić trzecie miejsce w lidze (z wielkim trudem), premiujące grą w Pucharze UEFA. Zakończone wczoraj rozgrywki Orange Ekstraklasy nie zapowiadały się dla Zagłębia aż tak różowo i konia z rzędem temu, kto typował w sierpniu ubiegłego roku mistrzostwo dla tego klubu. Wprawdzie udało się zatrzymać główny trzon zespołu (Arboleda, Iwański, Łobodziński, Chałbiński), lecz do wzmocnionego po fuzji z Amicą Lecha powędrował trener Smuda. Edward Klejndinst, który został nowym coachem, nie gwarantował chyba od samego początku realizacji rosnących ambicji działaczy i kibiców. Wystarczyła kompromitująca porażka w Pucharze UEFA z Dynamem Mińsk i parę przeciętnych występów w lidze, aby miejsce byłego selekcjonera polskiej młodzieżówki zajął niechciany w Lechu (oj, lechici muszą sobie pluć w brodę...) Czesław Michniewicz. To był punkt zwrotny w poczynaniach Zagłębia. Trenerski nos Smudy zastąpiony został nowatorskim podejściem do trenerki. Słynny stał się już laptop młodego szkoleniowca (37 lat), na którym tworzy symulacje wariantów taktycznych i ustawień zespołu. Lubinianie zaczęli grać ciekawy dla oka futbol, a polityka transferowa klubu stała się wyważona i rozsądna. Nie sprowadzano już zawodników na chybił trafił, o czym świadczy zatrudnienie Rui Miguela. No i przede wszystkim Michniewicz postawił na lubińską młodzież (pomimo posiadania szerokiej i wyrównanej kadry), o czym świadczą coraz częstsze występy Marcina Pietronia i Szymona Pawłowskiego. Warto jeszcze pochwalić Roberta Pietryszyna, prezesa lubińskiego klubu, za sprawne zarządzanie klubem i uczynienie z niego prawdziwego przedsiębiorstwa. Szef Zagłębia nie zna się specjalnie na futbolu, nie wiadomo, czy byłby w stanie wymienić wszystkich graczy zespołu z imienia i nazwiska, ale z pewnością zmysłu do marketingu sportowego nie można mu odmówić. Pozbył się skostniałych działaczy à la Jerzy F. (były dyrektor klubu), dzięki czemu lubinianom dwa razy bliżej do europejskich standardów niż przed rokiem. Jaka przyszłość rysuje się przed Zagłębiem? Czesław Michniewicz uzależnia pozostanie w klubie od znacznych wzmocnień personalnych składu, które tak prężny sponsor jak KGHM powinien bez trudu zagwarantować. Wciąż nierozwiązana pozostaje kwestia modernizacji stadionu, na którym Mistrzom Polski grać wręcz nie przystoi
Nie wiadomo także, jakie decyzje podejmie Wydział Dyscypliny PZPN w sprawie zespołu, który - co jest chyba bezsporne - kupił sobie awans do I ligi w sezonie 2003/04. Niewiadomych jest zatem mnóstwo - oby zostały one jak najszybciej rozwiązane. W przeciwnym wypadku lubinianie mogą zapomnieć o podboju Ligi Mistrzów oraz o podjęciu walki w obronie tytułu najlepszej drużyny w kraju.
niedziela, 01 kwietnia 2007
"Janki" ograne
Można by rzec, iż kadrowicze Leo Beenhakkera zrealizowali "plan wiosenny" w stu procentach. Dwa zasłużone zwycięstwa z outsiderami grupy - Armenią i Azerbejdżanem - powinny przekonać pozostających już od dawna w mniejszości malkontentów. Ale marcowe triumfy możemy rozpatrywać również pod kątem stylu gry. I tu prześmiewcy mają pole do popisu. Polacy spisywali się wyjątkowo przeciętnie, toteż nie dziwota, że wyraźnie męczyli się z Armenią, która podobnie jak Azerbejdżan nie była nawet w stanie zagrozić bramce strzeżonej przez Artura Boruca.
Jak słusznie zauważył szkoleniowiec Zagłębia Lubin Czesław Michniewicz, Azerowie pod względem taktycznym w meczu z Polską praktycznie nie istnieli (o ile kiedykolwiek istnieli). Tak zwane "krycie na radar" obserwowaliśmy w ich wykonaniu przy każdej bramce strzelonej przez nasz zespół. Jednak nawet niezdyscyplinowani goście stwarzali nam problemy, częstokroć stawiając w obronie trudne do sforsowania zasieki. Na szczęście, dobry mecz rozegrał Łukasz Garguła, a jego kapitalne podanie do Łobodzińskiego, dające Polakom trzecią bramkę, potwierdza jego nietuzinkowy talent. Środowe starcie z Ormianami okazało się dla naszych reprezentantów prawdziwą katorgą. Rywale udowodnili, że pod wodzą szkockiego trenera zaczęli robić postępy. Być może już niedługo Armenia będzie się kojarzyła nie tylko z nazwiskami kończącymi się na "-jan" (w środowym spotkaniu ta reguła nie dotyczyła jedynie bramkarza Berezowskiego), ale również z solidną zakaukaską piłką, której imienia dzielnie bronią przede wszystkim Gruzini. Wracając zaś do meczu w Kielcach - po raz kolejny rzuca się w oczy wniosek, że na klasowych graczy w środku pola to nam przyjdzie długo poczekać. Wprawdzie znów aktywny był Garguła, ale nie przekładało się to na wymierne efekty w postaci sytuacji bramkowych. Zaś trener Michniewicz, analizujący spotkanie dla "Dziennika", sugeruje w przyszłości ustawianie w ataku dwóch napastników, gdyż osamotniony w ataku Żurawski dość często schodził do środka pola, a wraz z nim przesuwała się chmara Ormian. W związku z tym powstawał tam wielki tłok i polscy pomocnicy mieli związane ręce (a raczej nogi :) ).
Najważniejsze jednak, że zdobyliśmy istotne dla układu tabeli punkty. Za miesiąc nikt nie będzie pamiętał o stylu, bo jak się ma efektowne i ładne dla oka janasowskie 8:0 z Azerami, do mniej efektownego i niezbyt efektywnego beenhakkerowskiego 5:0? I tu trzy punkty, i tu trzy punkty. A najważniejsze mecze dopiero przed nami - wyjazdy do Serbii, Finlandii i Portugalii. Tam wszystko się rozstrzygnie. Wierzę, że po raz pierwszy w historii eliminacji do Mistrzostw Europy będzie to rozstrzygnięcie tylko i wyłącznie na naszą korzyść. |
Zakładki:
Ciekawe strony
Euro 2012
Masz coś ciekawego do napisania?
Piszę również na:
Polecane blogi
Sportowcy znani i mniej znani
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||