Wpisy z tagiem: boks
sobota, 17 września 2011
Adamek vs. Kliczko - relacja z trybun
Witam po dłuższej przerwie. Dziś opiszę dla Was swoje wrażenia z walki Tomasz Adamek - Witalij Kliczko, którą miałem przyjemność obejrzeć w ubiegłą sobotę z trybun nowo wybudowanego stadionu we Wrocławiu. Na początek o dojeździe na stadion. Widok ludzi ściśniętych w tramwajach niczym sardynki w puszce był do przewidzenia. Mimo wszystko transport tam i z powrotem poszedł dosyć sprawnie. Mam tylko nadzieję, że tramwajów ze specjalnej linii E1 nie widział żaden unijny urzędnik, bo zatłoczenie na metr kwadratowy mogłoby go skłonić do wprowadzenia jakichś durnowatych przepisów A wtedy rekord jednego z moich znajomych, który po meczu Euro 2008 czekał na wyjazd samochodem spod stadionu sześć godzin(!), byłby dziecinnie łatwy do pobicia. Sam stadion z zewnątrz robi średnie wrażenie. Zrobiono właściwie tylko to co najniezbędniejsze. Jednak zanim dostałem się pod sam obiekt, mocno zaskoczyła mnie niezwykle pobieżna kontrola Mając ze sobą plecak spodziewałem się, że będę musiał czym prędzej opróżnić jego zawartość (czyli dwie bluzy dla mnie i dla brata na chłodniejszy wieczór). Tymczasem sposób sprawdzania przez porządkowych ograniczył się do konieczności otworzenia plecaka. Pod bluzami mogłem sobie ukryć wszystko czego dusza zapragnie. Mówiąc brutalniej, pole do popisu dla szaleńca pokroju Breivika było o wiele za szerokie. I żeby była jasność: Nie jestem za tym, aby traktować każdego jako potencjalnego przestępcę, wierzę w słowo "odpowiedzialność", ale skoro już zatrudniono określoną ilość służb porządkowych, to niech chociaż wykonują swoją robotę staranniej. Idę o zakład, że nakreślone wcześniej wytyczne co do bezpieczeństwa imprezy brutalnie rozmijały się z rzeczywistością... Idźmy dalej. Gastronomia, jak można się było spodziewać, do najtańszych nie należała. Przy stoiskach nie płaciło się gotówką tylko żetonami, które można było zakupić w specjalnych punktach. Nie ukrywam, że podobnie jak w przypadku franka szwajcarskiego przydałby się bank centralny, który osłabiłby trochę wartość tej dziwacznej stadionowej waluty względem naszej złotówki :). A mówiąc poważniej, przydałaby się konkurencja. Gdy jeden podmiot dostaje na wyłączność obsługę takiego wydarzenia, drożyznę mamy murowaną. Wchodzę do wnętrza wrocławskiego kolosa. Wycieczkę betonowymi korytarzami wynagradza obraz po otworzeniu drzwi prowadzących na trybuny. Widoki naprawdę zapierające dech w piersiach. Ponieważ siedziałem dosyć wysoko, spodziewałem się najgorszego, czyli oglądania "mrówek", a nie pięściarzy. Na szczęście, pogłoski o doskonałej widoczności nie były wyssane z palca. Przed "walką wieczoru" trochę się wynudziłem. Organizatorzy zapewniali w broszurach, że zobaczymy emocjonujące pojedynki, a tymczasem tylko Mateusz Masternak dostarczył trochę emocji, w dobrym stylu rozprawiając się ze swoim przeciwnikiem w trzeciej rundzie. Nie zwracali na to uwagę najzagorzalsi fani Adamka. Gorzej, że niektórzy z nich albo a) zmęczyli się ciągłym skandowaniem i podczas walki chyba zabrakło im "powera", b) zdrowo się "podchmielili" i sprokurowali bardzo blisko mojego siedziska drobną bijatykę. Na szczęście wystarczyło stanowcze skandowanie: "wyp...ać" ze strony pozostałych kibiców zgromadzonych w sektorze, aby zawstydzeni prowodyrzy bójki uciekli gdzie pieprz rośnie (tu warto po raz kolejny zapytać: gdzie była ochrona?). O samej walce Adamek-Kliczko postaram się napisać w osobnej notce, chociaż zdaję sobie sprawę, że nie będzie to raczej nic odkrywczego. Na koniec o największym dla mnie rozczarowaniu. O ile przed show Michaela Buffera nie można było narzekać na nagłośnienie, o tyle w jego trakcie wyglądało to średnio. Wrzeszczący co rusz fani bez trudu zagłuszyli najlepszego ring announcera, przez co ledwo usłyszałem kultowe: "Let's get ready to rumble". Szkoda, że kibice nie wstrzymali z okrzykami uwielbienia dla Tomasza Adamka, bo kolejna taka okazja, by pozytywnie nakręcić się przed walką, raczej prędko się nie powtórzy...
piątek, 21 stycznia 2011
O pięściarzu, który był kantowany przez Anglików
Przez cykl "Sportowcy znani i nie znani" przewinęło się do tej pory 12 osób: aż 10 piłkarzy, 1 tenisista i 1 skoczek narciarski. Czas dalej poszerzać spektrum dyscyplin: dziś słów kilka o Dariuszu Snarskim. Gdyby patrzeć tylko na suche statystyki, karierę związanego z Podlasiem pięściarza należałoby uznać za wysoce przeciętną. Wprawdzie dzisiejszy bohater cyklu pojechał na igrzyska olimpijskie w Barcelonie, ale prochu nie wymyślił, odpadając już w swojej drugiej walce. Podczas kariery zawodowej poniósł w 65 walkach aż 31 porażek (32 zwycięstwa, 2 remisy). Jednak biorąc pod uwagę okoliczności, w jakich Snarski wielokrotnie schodził z ringu pokonany, eksperci zaczęli uważać go za jednego z najczęściej - przepraszam za kolokwializm - "robionych w wała" bokserów. Już wspomniana porażka na hiszpańskich igrzyskach uchodziła za wysoce kontrowersyjną. Sam zainteresowany na swojej stronie internetowej opisuje całą sytuację następująco: "Po pierwszym efektownym zwycięstwie przez RSC w trzeciej rundzie nad
brązowym medalistą MŚ Australijczykiem Jastinem Rauselem na mojej drodze
do medalu stanął mistrz świata Niemiec Marco Rudolph. Wyszedłem na
ringu pewny swego, ale zapomniałem o sędziach i o tym, że sekretarzem
generalnym AIBA jest Niemiec. Sędziowie w ogóle mnie nie punktowali. Po
werdykcie cała sala gwizdała, a Niemiec szczęśliwy opuszczał ring." Walki z Rudolphem nie widziałem, toteż nie mogę brać słów Snarskiego za pewnik. Podobnie, nie jestem w stanie odnieść się do przedostatniej walki wychowanka Gwardii Białystok, w której przegrał na punkty z Krzysztofem Cieślakiem. Na razie, obejrzałem jedynie dwie ostatnie rundy rozegranego na gali w Łomiankach pojedynku (w których faktycznie Snarski był aktywniejszy); obiecuję, że postaram się nadrobić zaległości, by rzetelnie ocenić prawdziwość bardzo mocnego stwierdzenia portalu Boxingnews.pl, iż werdykt z października ubiegłego roku był "największym skandalem w historii polskiego boksu". Chciałbym jednak napisać parę zdań o walkach Snarskiego w Anglii, które niejednokrotnie miałem okazję zobaczyć w tv i które tak niekorzystnie wpłynęły na jego ogólny bilans. Wciąż tkwi we mnie obraz Polaka okładającego przez sześć rund "Angoli", aczkolwiek nie na tyle, aby doprowadzić choćby do pojedynczego nokdaunu. W rezultacie, sędziowie rozstrzygali na korzyść przeciwników Snarskiego: spośród 24 walk stoczonych w Wielkiej Brytanii i Irlandii, nasz pięściarz przegrał aż 20! W wywiadzie dla BoxingNews.pl odnosi się do angielskiego okresu swojej kariery w następujący sposób: "Żeby nie tamte walki miałbym dzisiaj na pewno inny bilans. Z tych 31
walk przegranych na pewno kilkanaście było by odwrotnych. Ale to nie
jest tak, że wszystkie pojedynki tam wygrałem, miałem też przegrane
walki. Często też wygrane pojedynki przegrywałem przez kontuzje. Ale ta
Anglia dużo mi dała – nauczyła mnie twardego boksu i walki do końca."
Z kolei w wywiadzie opublikowanym na Sport.pl, Snarski w kwestii powodów przegranych walk jest już bardziej wylewny: "Balowałem i rządziłem, ciągnie to się za mną. Brałem walki z marszu,
jeździłem "na telefon". Można dodać, do tego pecha i wygląda to, jak
wygląda. Potrafiłem zaprzepaścić cały obóz w Zakopanem. Przyjechałem na
święta po zgrupowaniu, i oczywiście balowałem. Marnowałem własną pracę." Po zrewanżowaniu się miesiąc temu Cieślakowi, Snarski zawiesił rękawice i obecnie zajmuje się organizacją gal bokserskich oraz szkoleniem młodzieży. Nie wyklucza jednak powrotu na ring podczas gali z udziałem Tomasza Adamka, gdzie miałby stoczyć pożegnalną walkę. ![]() PS. Zapraszam na profil mojego bloga na Facebooku: http://www.facebook.com/pages/Tylko-I-Wylacznie-O-Sporcie-milgordbloxpl/179740745373311 PS2. Zapraszam do typowania wyników
poniedziałek, 06 grudnia 2010
Panie Maćku, szkoda zdrowia!
Sobotni wieczór spędziłem w znacznej mierze na oglądaniu walk bokserskich. Nie będę ukrywał. że najbardziej czekałem na walkę Macieja Zegana. Byłem przede wszystkim ciekaw, czy "Boom Boom" jest jeszcze w stanie zaprezentować formę godną pretendenta do tytułu mistrza świata... Niestety, Polak został wręcz zmiażdżony przez Niemca Eduarda Trojanowskiego (sekundant rzucił ręcznik w trzeciej rundzie) i o walce o prymat w wadze lekkiej może zapomnieć. Rywal Zegana wyprowadzał ciosy w sposób niesłychanie szybki i - co ważne - celny. Chciałoby się powiedzieć, że robił to jak... Zegan za dawnych lat. Ale "tego Zegana" już nie ma i nie będzie. Nie ta szybkość, nie ten spryt. Fakt, Zegan zasłużył na pas mistrza świata jak mało kto. Na pewno w nie mniejszym stopniu niż Andrzej Gołota, bo walka z Arturem Grigorjanem z 2003 roku to jeden z największych przekrętów z udziałem Polaka w historii boksu. Co gorsza, po tym absurdalnym werdykcie, wrocławianin nie zdołał osiągnąć juz tak fenomenalnej formy i stawał do ringu z coraz słabszymi pięściarzami (niekiedy wrecz "kelnerami") Dlatego chyba dobrze, że nie doszło do konfrontacji z Rickim Burnsem. Zegan narobiłby tylko niepotrzebnej nadziei polskim kibicom. Wracając do sobotniego pojedynku: Zegan uważa, ze był dobrze przygotowany, ale trudno brać te słowa na serio. Z dwóch powodów: a) Po pierwsze, jak sam przyznał, nie widział żadnej walki Trojanowskiego. To świadczy o tym, że nie traktował swojego rywala zbyt poważnie. b) w ostatnich tygodniach brał udział w kampanii samorządowej (startował do Rady Miasta Wrocławia i uzyskał mandat). Nawet jeśli w głównej mierze "jechał na swoim nazwisku", to i tak jego głowa nie była tylko i wyłącznie zaabsorbowana boksem. UPDATE: Maciej Zegan zdecydował się zakończyć sportową karierę. Na pewno słuszna decyzja. Szkoda psuć udaną mimo wszystko karierę. PS. Zagadka. Czego najbardziej żałuje David Haye? Że nie miał do tej pory okazji walczyć o pas Polsatu :) ![]()
poniedziałek, 29 listopada 2010
Michael Buffer i jego słynny okrzyk
Dziś w cyklu "Usłyszane, przeczytane" parę ciekawych informacji o słynnym okrzyku "LET'S GET READY TO RUMBLE!", autorstwa Michaela Buffera, znanego z zapowiadania najlepszych gal bokserskich. "Spiker nie pamięta dokładnie kiedy po raz pierwszy użył okrzyku "Let's get ready to rumble", ale twierdzi, że był to prawdopodobnie 1984 rok. Jak sam mówi, chciał sprawić, aby publiczność przed pojedynkiem była podekscytowana, czego nie można było powiedzieć o widzach z przeszłości, gdyż przed laty konferansjerzy zwykli przedstawiać znane osobistości zasiadające na trybunach. To nie tylko opóźniało najważniejsze wydarzenie wieczoru, ale i usypiało widownię, co oczywiście nie powinno mieć miejsca podczas imprez sportowych. Buffer próbował również innych okrzyków, ale żaden z nich nie przynosił oczekiwanych efektów. Aż w końcu przypomniał sobie Muhammada Ali mówiącego: "Float like a butterfly, sting like a bee; rumble, young man, rumble" i komentującego walki bokserskie dla ESPN Sala Marciano, który rzekł: "We're ready to rumble". Michael połączył te zwroty, nieco przerobił i tak właśnie powstał najsłynniejszy okrzyk w historii pięściarstwa. Przypominający sobie tamte lata Bob Arum twierdzi, że nie był wówczas pod wrażeniem, bo Buffer nie robił tego w taki sposób jaki robi dziś - nie było w tym takich emocji, takiego przeciągania słów, budowania napięcia. Z czasem jednak Michael zmienił tempo, zaczął wydłużać litery 'R', 'M' i 'L' aż w końcu publiczność podczas walk zaczęła z niecierpliwością wyczekiwać tych paru magicznych słów z ust konferansjera."
A ta informacja pewnie nikogo nie zaskoczy: "Warto też dodać, że okrzyk "Let's get ready to rumble" został przez Buffera opatentowany w sądzie." Nie ma co ukrywać, że ze świecą szukać lepszego "ring announcera". Dowiedzmy się zatem, ile by kosztowała przyjemność zaproszenia Buffera na organizowaną przez nas galę: "...Michael otrzymuje za zapowiedzi różne sumy, wszystkie oczywiście co najmniej czterocyfrowe. Największe kwoty oscylują w granicach 25,000 dolarów, najmniejsze zaś to ok. 4,000. " Źródło: secondsout.com za: http://www.bokser.org/content/2008/10/09/151956/index.jsp Ciekawe, jak wygląda przy tym stawka Jacka Lenartowicza, "polskiego Michaela Buffera". Ale właśnie, czy na pewno to określenie pasuje do Pana Jacka? Pozostawiam niniejszą kwestią Waszemu osądowi... |
Zakładki:
Ciekawe strony
Euro 2012
Masz coś ciekawego do napisania?
Piszę również na:
Polecane blogi
Sportowcy znani i mniej znani
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||