Wpisy z tagiem: Mariusz Wlazły

poniedziałek, 10 września 2007
„Zajechani” wicemistrzowie

Według zdroworozsądkowego rozumowania, najlepsza europejska drużyna na mistrzostwach świata powinna w cuglach wygrywać kolejne mecze na turnieju o prymat na Starym Kontynencie. Przynajmniej w pierwszej fazie zawodów. Już teraz wiemy, że asy Raula Lozano bardzo szybko pogwałciły te logiczne wynurzenia…

Po zwycięstwie (z Turcją 3:1) i dwóch porażkach (z Belgią 1:3 i Rosją 0:3) polscy siatkarze mają niewielkie szanse na pierwszy od 24 lat medal Mistrzostw Europy. Musimy wygrać trzy najbliższe spotkania (z Finlandią, Bułgarią i Włochami), co przy obecnej formie biało-czerwonych wydaje się mało prawdopodobne.

Należy się zatem zastanowić, jakie są powody słabszej dyspozycji Polaków.? Całej winy nie można przecież zwalać na brak Piotra Gruszki i Mariusza Wlazłego, choć wyraźnie widać, że nieobecność tego drugiego wyraźnie działa na nerwy pozostałym zawodnikom. Wprawdzie kadrowicze nie dają tego odczuć kibicom w udzielanych wywiadach (gdzie wyrażają się dość oględnie), ale skoro oni trenują ostro i zaciskają zęby z bólu i zmęczenia, to dlaczego tego samego nie mógłby zrobić popularny „Szampon”?

Poważniejszym problemem wydaje się jednak wyczerpanie siatkarzy po wspomnianych już ciężkich treningach oraz kilkunastu spotkaniach w Lidze Światowej i w Memoriale im. Huberta Wagnera. Nie twierdzę, że Lozano popełnił jakiś kardynalny błąd, ale z drugiej strony sugestie, że zbyt rzadko korzystał z usług dublerów nie są również całkowicie bezzasadne. Mówiąc o dublerach mam oczywiście na myśli graczy, którzy nie pojechali w ogóle na Mundial do Japonii. Może warto było jeszcze śmielej postawić na Kurka, Prygla, Możdżonka, sprawdzić jeszcze kilku innych graczy z PLS, aby srebrni medaliści solidnie wypoczęli po morderczym sezonie 2006/2007? Teraz można sobie gdybać - pozostaje nam jedynie nadzieja, że Polacy wykrzeszą z siebie resztki sił i wzniosą na wyżyny swych umiejętności.

piątek, 01 czerwca 2007
Hity i kity sezonu 2006/2007 w Polskiej Lidze Siatkówki.

Polska Liga Siatkówki to bez cienia wątpliwości najlepsze rozgrywki ligowe w Polsce. Multum niezwykle wyrównanych spotkań, rzesze kibiców na trybunach i coraz lepsi obcokrajowcy - to wszystko sprawia, że siatkówka powoli wypiera piłkę nożną pod względem oglądalności, a do klubów lgną kolejni sponsorzy. Tegoroczny sezon był wyjątkowy, bo jego inauguracja przypadła na połowę grudnia, ze względu na udział polskiej reprezentacji w Mistrzostwach Świata w Japonii. Warto jednak było rozpocząć rozgrywki później niż zwykle i toczyć je w ekspresowym tempie, gdyż owe wyrzeczenia zostały sowicie wynagrodzone - PLS może tytułować się jako liga wicemistrzów świata w siatkówce mężczyzn. Jaki był więc ten... nie zakończony jeszcze sezon (do rozegrania pozostał baraż pomiędzy Delectą Bydgoszcz a Jokerem Piła)? Kto zasłużył na pochwały i zaszczyty, a kto na naganę? Czas na podsumowanie sezonu 2006/2007.

NAJLEPSZY SIATKARZ: Mariusz Wlazły i Grzegorz Szymański - nagroda ex aequo dla etatowych atakujących kadry Raula Lozano. Obydwaj stanowili o sile swoich klubów (odpowiednio: Skry Bełchatów i Jastrzębskiego Węgla), co szczególnie widoczne było w finale, gdy obaj panowie stanęli po przeciwnych stronach siatki. Wlazły, mimo zmęczenia siatkarskim Mundialem, ciągnął dzielnie grę bełchatowian, a postawa jego kolegów z drużyny w danym meczu była w dużej mierze uzależniona od jego dyspozycji. Z kolei Szymański miał w przeciągu sezonu trochę mniejszy wpływ na grę partnerów, jednakże faza play-off pokazała, jak wiele znaczy on dla Jastrzębia. "Gelo" kończył decydujące piłki w najbardziej nerwowych momentach spotkań, a zwłaszcza w ćwierćfinałowych potyczkach z Mostostalem Kędzierzyn. Ba, w meczach finałowych dominował nad Wlazłym w skuteczności ataku. Mimo to wydaje się, że Szymański nadal będzie jedynie "numerem dwa" w reprezentacji.

NAJWIĘKSZY NIEWYPAŁ: Nikolay Ivanov - trudna i odważna decyzja, bo pretendentów do "nagrody" było kilku, zwłaszcza po rundzie zasadniczej (Eugen Bakumovski, Mark Siebeck). Bułgar pełnił jednak niezwykle odpowiedzialną funkcję, jaką jest wystawianie kolegom piłek do ataku. I trzeba przyznać, że nie do końca wywiązał się ze swojego zadania. Gracze z Jastrzębia nie mogli dość długo zgrać się z Ivanovem, a w szczególności Daniel Pliński i Łukasz Kadziwicz, notabene reprezentacyjni środkowi bloku. Jedynie Grzegorz Szymański potrafił od początku znaleźć wspólny język z bułgarskim rozgrywającym, głównie dlatego, że ten w prawie każdym meczu wystawiał mu masę piłek do ataku. W relacjach w Polsacie Sport dość często przewijał się wątek Ivanova, przede wszystkim za sprawą Wojciecha Drzyzgi. Były rozgrywający naszej kadry krytykował zawodnika z Jastrzębia za dwie rzeczy: zbyt rzadkie granie środkiem i permanentne popełnianie błędu podwójnego odbicia. Faktycznie, Bułgarowi niejednokrotnie piłka wymsknęła się z rąk i mogło to pozostałych graczy Jastrzębia porządnie irytować. Dziwi więc, że stosunkowo mało grywał Jakub Bednaruk, zmiennik Ivanova, który w moim mniemaniu wystawiał piłki szybciej, grając tym samym bardziej kombinacyjnie i nieszablonowo.

ODKRYCIE SEZONU: Bartosz Kurek i Jakub Jarosz - wyróżnienie nie tyle za cały sezon, a za kapitalną grę młodych zawodników Mostostalu Kędzierzyn w meczach ćwierćfinałowych z Jastrzębskim Węglem. Synowie byłych świetnych siatkarzy (Macieja Jarosza i Adama Kurka) w dobrym stylu kontynuują rodzinne tradycje sportowe, co zaowocowało niemal natychmiast. Kurek junior trafił do szerokiej kadry Polski na Ligę Światową, a już dziś będzie miał okazję w niej zadebiutować w meczu z Argentyną w Bydgoszczy.

NAJWIĘKSZY POSTĘP: Resovia Rzeszów - zespół trenera Jana Sucha nie zdołał wprawdzie przełamać dominacji "Wielkiej Czwórki" (Skra, PZU, Wkręt-Met, Jastrzębie), ale zdołał napsuć jej sporo krwi, wygrywając choćby w Jastrzębiu bez straty seta. I to wszystko mimo dość przeciętnego, aczkolwiek wyrównanego składu, w którym główną rolę odgrywali kadrowicze Grzegorz Pilarz i Łukasz Perłowski, a także Piotr Łuka, Tomasz Józefacki oraz skuteczny na środku Marcin Kaczmarek. Gdyby nie konflikt trenera Sucha z rozgrywającym Pilarzem oraz wypływające z ust działaczy klubu pogłoski o wzmocnieniach na przyszłych sezon, to rezultaty osiągane przez Resovię mogły być jeszcze okazalsze. Na szczęście, włodarze z Rzeszowa nie poprzestali na słowach i oczekiwane transfery już zostały sfinalizowane. Do zespołu trafili reprezentanci Serbii Ivan Ilić i Aleksander Mitrović oraz kubański środkowy Ihosvany Hernandez Rivera.

JA WIEDZIAŁEM, ŻE TAK BĘDZIE: spadek Gwardii Wrocław z PLS - wrocławianie byli skazani na spadek właściwie już przed rozpoczęciem sezonu. Skromny budżet, przeciętni zawodnicy, przegrana batalia o rozgrywającego Jakuba Oczkę (wybrał ofertę Mostostalu) - wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły o rychłej degradacji. Mimo to siatkarze Gwardii walczyli ambitnie, dość długo utrzymywali się w środku tabeli. Jednakże porażka u siebie z Jadarem Radom rozpoczęła serię klęsk, trwającą aż do samego końca, czyli do czwartego meczu z Delectą Bygdoszcz o utrzymanie. Polecam wywiad z Jakubem Markiewiczem, byłym zawodnikiem Gwardii, który rzeczowo wypunktował wszystkie błędy popełniane od lat przez działaczy i trenerów zespołu z Dolnego Śląska.    

             

środa, 13 grudnia 2006
Grają w siatkę, aż się SKRY sypią

Polska siatkówka wciąż konsumuje wspaniały sukces reprezentacji Raula Lozano. Świadczy o tym dobitnie wczorajsze wyjazdowe zwycięstwo Skry Bełchatów nad Lube Banca Macherata 3:1. Włoski zespół to aktualny mistrz swojego kraju, z tak wybitnymi siatkarzami jak choćby: Ivan Miljković, Andrea Geric, czy też Rodrigao.

Bełchatowianie zachowali zimną krew w końcówkach, mimo popełnianych błędów w środkowych częściach setów, które wynikały przede wszystkim z niezgrania się uczestników niedawnych mistrzostw świata (Wlazły, Gruszka, Iwanow) z graczami trenującymi regularnie w klubie od początku sezonu. Jak na razie martwi mnie jedynie postawa przyjmujących Skry, która raczej wielkiej poprawie nie ulegnie. Z całym szacunkiem, ale Krzysztof Stelmach nie jest już młodzieniaszkiem i dlatego nie może sobie poradzić z przebiciem się przez szczelny blok klasowych europejskich zespołów. Jest za to jak zawsze solidny w przyjęciu. Piotr Gruszka także nie wnosi w meczach Ligi Mistrzów aż tyle pożytku (głównie w ataku), co w spotkaniach ligowych. Z kolei zmiennicy - choćby Kanadyjczyk Dan Lewis  - nie dysponują zbyt obszernymi umiejętnościami siatkarskimi, skoro siedzą przez większość meczu na ławie.

Niemniej jednak, potencjał kadrowy Mistrza Polski naprawdę robi wrażenie, zważywszy na utrzymującą się od dłuższego czasu superformę Mariusza Wlazłego, oraz stabilne rozegranie Macieja Dobrowolskiego. Umiejętne prowadzenie drużyny przez Argentyńczyka Daniela Castellaniego jest więc w stanie przynieść Bełchatowianom kolejny triumf w kraju i awans do upragnionego Final Four Ligi Mistrzów.

      

sobota, 02 grudnia 2006
Jest medal, jest medal, ale myślę, że będzie ZŁOTO !!!
"Obawiam się bowiem, że ewentualna przegrana w jutrzejszym spotkaniu, przebije balon z napisem <<>>. Tak było w finale Ligi Światowej, gdzie byliśmy o krok od pojedynku o pierwsze miejsce z Brazylią, a skończyliśmy na tak nielubianej pozycji czwartej. [...] Zdaje sobie sprawę, że każdy powie: <<>>. Ale mnie ten frazes nie przekonuje. Mam więc nadzieję, że jutro Lozano & spółka całkowicie rozwieją moje wątpliwości, rozbijając w pył Kazinskiego, Konstantinowa i ich kolegów z reprezentacji."
 
Na szczęście moje wczorajsze obawy okazały się niepotrzebne. Wprawdzie z owego "balona" na dłuższą chwilę zeszło powietrze, ale siatkarze zdołali go ponownie napompować, zaklejając przy okazji powstałą dziurę. Jedno jest więc w tej chwili pewne - pod względem mentalnym już jesteśmy MISTRZAMI ŚWIATA, pozostaje więc tylko wygranie finału z Brazylią i zdobycie tytułu pod względem formalnym!
 
 
A jaki może być rezultat starcia z "Canarinhos"? Trudne pytanie, zważywszy na fakt, że Polacy nie zagrali dziś tak kapitalnego spotkania jak z Rosją czy Serbią. Z kolei Brazylijczycy po przeciętnych w ich wykonaniu fazach grupowych, roznieśli dziś w drobny mak reprezentację Serbii i Czarnogóry, nie pozostawiając złudzeń co do swojej formy i umiejętności.

Zapewne tak jak dziś, będziemy mieli kompleks leworęcznego zawodnika. W sobotni poranek sporo krwi napsuł nam mańkut Yordanow, a jutro czeka nas trudna przeprawa z niezwykłym Andre. Jeśli dołączymy do tego perfekcyjną grę Giby we wszystkich elementach siatkarskiego rzemiosła, nieziemsko dokładne przyjęcie Sergio, oraz skuteczny atak ze środka Gustavo, to wydawać by się mogło, że nie mamy w finale czego szukać. A jednak. Sam Bernardo Rezende docenia naszą klasę, widząc słabe strony tylko u swoich podopiecznych:
 
"Graczy macie rzeczywiście zdolnych, a jeśli się dwa razy w kilka lat sięga po tytuł mistrza świata juniorów, to byłoby po prostu zbrodnią takiego potencjału nie wykorzystać. Wszystkiego jednak talentem się nie da wyjaśnić. Moim zdaniem wasza reprezentacja stała się grupą perfekcyjnie - w każdym detalu - zorganizowaną. Wreszcie rewelacyjnie funkcjonuje jako całość, nawet zupełnie nowi gracze, jak ten świetny środkowy Pliński. Winiarski, Świderski i Wlazły grają świetnie i moim zdaniem wszyscy dopiero dążą do swojego szczytu. Z każdym rokiem powinno być jeszcze lepiej."
"Wszystkich meczów (Polski - przyp. mily77) nie widziałem, a w spotkaniu z Serbią nie znalazłem niczego. Nikt by nie znalazł. Żaden trener, to była długimi okresami perfekcja. Pomyślmy: serwis, atak, obrona... Nie, nic Pan ze mnie nie wyciągnie, to jest zespół kompletny. Powiem więcej, widzę teraz więcej słabych punktów w swojej reprezentacji niż w polskiej."
 
Sami oceńcie, ile było w tych wypowiedziach kurtuazji, a ile rzeczywistych pochwał i docenienia klasy Polaków. Niemniej jednak, przed nami największe sportowe wydarzenie w tym roku z udziałem polskich sportowców - oby zwycięskie.
 
 
I na koniec, podobnie jak w przypadku futbolistów, czas na ocenę gry naszych siatkarzy w meczu z Bułgarią (skala od 1 do 10):
 
PAWEŁ ZAGUMNY - 7 - mówi się wokoło, że nasz rozgrywający rozgrywa turniej życia. I trudno się z tym zdaniem nie zgodzić. Jednakże tym razem gra "Gumy" pozostawiała troszkę do życzenia. Nasi środkowi przyznawali w pomeczowych wywiadach, że nie mogli zrozumieć się z Zagumnym pod względem wyczucia tempa wystawy.
 
DANIEL PLIŃSKI - 9 - kapitalne spotkanie gracza Jastrzębskiego Węgla. Bardzo skuteczny w ataku, najlepszy w naszej ekipie w bloku, grał chyba z największym spokojem i wyrachowaniem.
 
ŁUKASZ KADZIEWICZ - 9 - wybaczam jego przestrzelony atak ze środka w ostatniej akcji drugiego seta. Błąd wynikał bowiem z faktu, iż w końcowych fragmentach tej partii Zagumny wystawiał piłki jedynie do Kadziewicza, gdyż obawiał się rozegrać piłkę do świeżo wprowadzonych Gruszki i Szymańskiego. Klubowy kolega Plińskiego był od niego skuteczniejszy na zagrywce, ośmieszając wręcz słabo przyjmującego Kaziyskiego. Oprócz tego, zrehabilitował się za swój błąd z drugiego seta w secie następnym, kiedy to zablokował przechodzącą piłkę przy stanie 24:23 dla Polski.
 
MICHAŁ WINIARSKI - 9 - wziął na siebie ciężar gry zwłaszcza w decydujących o wyniku meczu fragmentach czwartego seta. Bardzo skuteczny w ataku z szóstej strefy i ze skrzydła. I za to mu chwała.
 
SEBASTIAN ŚWIDERSKI - 7 - nie tak skuteczny jak Winiarski, ale wciąż prezentujący solidny poziom w przyjęciu. Bał się trochę brać odpowiedzialność przy piłkach sytuacyjnych i kontratakach, kiedy to wyraźnie "wstrzymywał rękę".
 
MARIUSZ WLAZŁY - 8 - miał moment zastoju w drugim secie, kiedy to nie skończył kilka ważnych piłek na "czystej" siatce. Jak się okazało, decyzja trenera Lozano o zdjęciu gracza Skry Bełchatów z boiska była zbyt pochopna, gdyż jego zmiennik, Grzegorz Szymański, miał wyraźnie słabszy dzień.
 
GRZEGORZ SZYMAŃSKI i PIOTR GRUSZKA - grali zbyt krótko, aby ich oceniać. Poza tym, ich wejście w drugim secie nie wniosło tyle ożywienia jak w meczu z Rosją.
 
WOJCIECH GRZYB - wszedł tylko na jedną akcję, gdyż przy świetnej grze Plińskiego i Kadziewicza nie był w stanie wnieść do gry więcej. Powoli mówi się nawet o "polskiej szkole bloku".
Mój obrazek=P
Blogi Sportowe Najlepsze Blogi page rank